Intro
Kropla koloru w mchu spływa
Verse 1 – cheerful male narrator
Światło dawno zgasło za chmurami czerwonymi
Znajomy smok w półmiski leży
Czeka na nas niepewnie
Kiedy zmroki się wypuszczą
Pociemną szparkę po drodze
Do chaty, do spokoju
Mały smok śpi
Jasne ciepło znika z nóg
Drzewa na starym placu drżą
Nikt nie pamięta już
Gdy światła zgasły jak wiosenny kwiat
Boska latarnia oświetla
Złotą podkowę u góry
Świt trwa dłużej niż my
Tracimy czas
Jasne ciepło znika z nóg
Smok śpi, smutno mu w sercu
Chorus
Cień za oknem rośnie
Miejsce to gdzieś znikło
Zmierzch małych ludzi chcia
Pobudka do powrotu
Verse 2 – cheerful male narrator
Sosna w lesie staje się wielka
Taka jak dawno temu
Kiedy dzień jeszcze krzyczał
Światło kroczy z nami w tył
Dzieci cieni coraz szybciej
Chodzą po mchu, niech śpieszy
Babcia trzyma rękę za rękę
Ciepłe czoła i oczka blada
Zmierzch krzyczy: już się zjawiłem
Mały smok wychwycił sygnał
Wyskakuje, skrzydło drży
Przez światło biegnącymi strzałkami
Świt małych ludzi przychodzi
Gdy cień za oknem znika
Sosna w lesie jeszcze stoi
Zmierzch jest nieskończony
Mały smok znowu budzi się
Wypuszczone światło ślizga do chatki
Drzewa na starym placu drżą
Nikt nie pamięta już
Gdy światła zgasły jak wiosenny kwiat
Boska latarnia oświetla
Złotą podkowę u góry
Świt trwa dłużej niż my
Tracimy czas
Jasne ciepło znika z nóg
Mały smok chodzi do domu
Pociemną szparkę po drodze
Do chaty, do spokoju
Smok śpi, smutno mu w sercu
Chorus
Cień za oknem rośnie
Miejsce to gdzieś znikło
Zmierzch małych ludzi chcia
Pobudka do powrotu
Outro