Verse
Glej mnie cichszego, niż nocna miazga od ulicy
Dym między klatkami, aż noga się zastyga w niskim tempie
Witryny wypalone, jakby światła miastu wzięły ślub ze snem
Tramwaj jedzie pusty przez ulicę pełną sennych wyrzutków
Lokomotywa dudnie w odległości dwóch kroków, a ja trzymam się na progu
Zamykają sklepy, a w odbiorniku ściska się antyfonia
Ktoś za murem stuka do płyty z ręką zamrożoną w powietrzu
Chorus
Dym między klatkami, niech nocy już nie trzeba mówić o sobie
Znajduję cień w taki sposób, jak się znaleźć bez niczego nie potrafię
Pusto, milczenie, i dym na betonie, a ja już tam stoję
Dym między klatkami, to chyba znowu ten sam sen
Verse
Liczę kroki za oknami pustych sklepów, jakby odmierzanie w nocy miało znaczenie
Puste tramwajowe perony świadczą o wszystkich tych, którzy jutro nie wrócą
Zamknięta kawiarnia, ale przez szybę widać mężczyznę siedzącego samemu za baru z półmiskiem pełnym filiżanek
Dym wydobywa się ze ściany przez kratki okienne niczym cień żywego organizmu
Przez dach wlewa się niewyczerpany błysk neonu, a ja chwilę trzymam na usta miasto, które nie śpi
Pre-Chorus
Czy ta noc ma jakiś plan? Czy ktoś tu właśnie mnie szuka?
W tych słabych refleksach widać krok, który mógł być mój
Chorus
Dym między klatkami, niech nocy już nie trzeba mówić o sobie
Znajduję cień w taki sposób, jak się znaleźć bez niczego nie potrafię
Pusto, milczenie, i dym na betonie, a ja już tam stoję
Dym między klatkami, to chyba znowu ten sam sen
Verse
Błysk neonu krzyżuje się z kroplą w kieszeni, która jeszcze pachnie po zapaleniu papierosa przed pierwszą godziną rano
Stoję tam i chwilę nie wiem, czy to ja, czy ktoś inny, czy może to przyszły