Verse
Piwnica dwunasta, kłódka jak pięść,
ojciec wraca z fabryki, sadza na twarzy jak deszcz.
Świeca w słoiku, knot ze starej firanki,
dwadzieścia dwa schodki w dół, do ciemności bez granic.
Matka chowa ogórki w rzędach jak wojsko,
worek węgla pod ścianą pachnie zimą i troską.
Korki wykręcone, licznik prądu na zero,
siedzę na skrzynce i czekam, aż wróci światło.
Pre-Chorus
Ile jeszcze minut, zanim wróci prąd?
Czy ojciec trafi do nas, czy zgubi się sam?
Zapałka gaśnie, dłoń szuka ściany,
a strach ma smak sadzy i wosku topionego.
Chorus
Niżej niż mrok, tam nas nikt nie znajdzie,
niżej niż mrok, stoimy zgaszeni jak świece.
Niżej niż mrok, cisza trzyma za ręce,
i tylko tam czułem, że jestem bezpieczny.
Verse
Dziś piwnic już nie ma, blok zburzyli w maju,
kłódki sprzed