Intro - whispered, intimate
Tramwaj numer siedemnaście.
Październik. Szyba zaparowana.
I ona...
Verse 1
Wsiadła na Marszałkowskiej w czerwonym płaszczu
Czytała książkę, której tytułu nie zdążyłem
Pachniała deszczem i czymś jeszcze
Czego nie umiem nazwać po polsku
Pre-Chorus
Chciałem powiedzieć — proszę pani
Pani ma takie oczy jak moja młodość
Ale tramwaj jechał za szybko
A ja byłem za stary na odwagę
Chorus - aching, melodic
Szept w tramwaju siedemnaście
Mój największy niezapisany wiersz
Wysiadła na Placu Zbawiciela
I zabrała ze sobą połowę mnie
Szept w tramwaju siedemnaście
Miłość, której nigdy nie było
Najpiękniejsza ze wszystkich miłości
Bo nigdy nie zdążyła zaboleć
Verse 2
Wracam tym tramwajem co wieczór
Siadam zawsze na tym samym miejscu
Czasem widzę jej odbicie w szybie
Ale to tylko moja własna twarz
Pre-Chorus
Bo największa miłość mojego życia
To ta, której nigdy nie poznałem
Trwała trzy przystanki —
I tyle właśnie potrzebuję wieczności
Chorus
Szept w tramwaju siedemnaście
Mój największy niezapisany wiersz
Wysiadła na Placu Zbawiciela
I zabrała ze sobą połowę mnie
Bridge - sparse, almost spoken
Czasem myślę — może ona też pamięta
Może też wsiada w ten sam tramwaj
Może też patrzy w tę samą szybę
I widzi mnie w swoim odbiciu
A może po prostu pojechała dalej
I już dawno zapomniała
Że ktoś ją pokochał na trzy przystanki
Mocniej, niż kochał kogokolwiek
Final Chorus - building, emotional
Szept w tramwaju siedemnaście
Niezapisany, nieodesłany
Najpiękniejszy wiersz mojego życia
Który napisała sama Warszawa
Outro - fading, harmonica
Plac Zbawiciela...
Następny przystanek... pamięć...
Następny przystanek... ja...