Verse
Radio Erewań o świcie, fala średnia, osiem pięćdziesiąt siedem,
stary odbiornik w kuchni, drewno pęka od gorąca pieca.
Matka słucha wiadomości, while kasza kipi w garnku,
a ja liczę sekundy między słowami, bo słowa się gubią w trzaskach.
Okno na północ, blok czternaście, wszystkie mieszkania takie same,
pani Kasia mieszka obok, mówi: radio dziś lepiej łapie niż wczoraj.
Antena nakręcona papierem, drutem i nadzieją,
a głos prezentera rozchodzi się po ścianach jak znajomy, co się wypalił.
Pre-Chorus
Czy jeszcze ktoś słucha o świcie?
Czy jeszcze radio się włącza dla kogoś innego?
Siedzimy w ciemności i czekamy na prognozę,
jakby pogoda mogła nas gdzieś zabrać.
Chorus
Radio świta, radio świta,
szum między stacjami, to nasza modlitwa,
radio świta, tylko tego nam staje,
głos z miasta, co nigdy nas nie poinformuje.
Verse
Mój tata słuchał również, zawsze rano, zawsze tam,
czasami ściszał i mówił: patrz, chłopcze, biorą nas w kółko.
Teraz radio stoi w moim mieszkaniu, na parapecie,
a ja czekam na wywołanie nazwiska, które nigdy padnie.
Kaseta się zacina, taśma osypuje się jak piasek,
ale głosy zostają, metaliczne, niezmienne jak plany miasta,
które rysowali za nas ci, co nigdy tu nie spali
pod trzeszczącym głosem Erewania o trzeciej nad ranem.
Pre-Chorus
Czy jeszcze pamiętasz melodię pomiędzy kanałami?
Czy jeszcze wierzysz w to, co mówi nam ciemność?
Radio żyje dla mnie jedynie w chwilach, gdy spadnie prąd,
wtedy jest najbliższe.
Chorus
Radio świta, radio świta,
szum między stacjami, to nasza modlitwa,
radio świta, tylko tego nam staje,
głos z miasta, co nigdy nas nie poinformuje.
Bridge
Teraz odbiorniki leżą na śmieciach za blokiem,
anteny skierowane do nieba, które już nie słyszy.
A ja włączam swoje o świcie, by poczuć, że ktoś
kiedyś tutaj siedział i czekał na dokładnie to samo.
Chorus
Radio świta, radio świta,
szum między stacjami, to nasza modlitwa,
radio świta, tylko tego nam staje,
głos z miasta, co nigdy nas nie poinformuje.