Intro
Słońce śpi w kieszeni, w ręku dym...
Verse
Bas w ustach jak pierwszy rosnący płomień.
Puszczam dym w kierunku świtku nad miasto.
Zbiera się masa z mlekiem po szkodzie.
Starych przyjaciół wyrzucają na bruk.
Słyszę głos, krzyczy: "Na barykadę!
Pre-Chorus
Cisza rośnie jak zima pod śniegiem...
Zamknij oczy i usłyść do taktu...
Chorus
Rozjaśnia się świt, rzuca w twarz promień.
Słyszę bębny bijące jak serce na wylot.
Świt wchodzi przez okno, cichnie mi opony.
Razem z nami bierze cały nocny las...
Na szlaku do przodu, na barykadach stoję.
Stare przyjaźni nie giną, świecie – nie goni!
Verse
Mówiła dziewczyna: "Kiedy miasto schadza?".
Odpowiedziałem: "Szybko pójdzie, niech będzie mrokiem...
Znaliśmy się przez wiele lat, mieliśmy niesamowite marzenia.
Kto by kiedyś powiedział nam, że to koniec świata?
Pre-Chorus
Cisza rośnie jak zima pod śniegiem...
Zamknij oczy i usłyść do taktu...
Chorus
Rozjaśnia się świt, rzuca w twarz promień.
Słyszę bębny bijące jak serce na wylot.
Świt wchodzi przez okno, cichnie mi opony.
Razem z nami bierze cały nocny las...
Na szlaku do przodu, na barykadach stoję.
Stare przyjaźni nie giną, świecie – nie goni!
Outro
Świt rzuca w twarz promień.
Noc już minęła...