Verse 1
Cień drży w świetle ulicy, małpie oczko lata.
Wiatr świszczy przez gały i trzebie do piosny, trzykroć.
Stoję pod cień laskiem, a on mnie nie widzi.
Liczę cienie tańczące jak w sierpniu, cztery, pięć, siedem, ósmy, ja nie liczę
Pre-Chorus
Czy to już koniec? Czy ten świt jest naprawdę taki?
Rzucam oczy do ziemi, wciąż cień drży, jakby żył.
Który z nas dwa jest prawdziwy i który jest tylko mylony?
Cisza w oczach, ale ja wiedziałem już kiedyś.
Chorus
Latarenka gra mazurkę, cień się nie schowa przed snem.
Oto ten świat z mokrym dymkiem i świecami w ręce.
Niech go zabierze, niech zgasną w niebo te kształty cieni.
Chcę już spokojnego lata, chcę się uciszyć, chcę pływać po tamtejszym morzu nocnym.
Latarenka gra mazurkę, tańczą trzy, ja wciąż nie wierzę.
Zasypiam w tej chwili z głową pełną kółek i lata.
Niesie nas blask mokrego dymu aż do południa.
Verse 2
Kotek nabrał się na dźwięk, sowa trzyma go za łapkę
Cisza drży pod świecą, niech to już być miało kreskę.
Nikt nie mówi o zgaszeniu latarenki w ten czas
On grał aż do świtu, ja tylko liczyłem cienie na brzegu.
Kto to jest? Kto mnie ściąga w ciemno?