Intro
Świt nad blokowiskiem, para z ust jak dym
Mówili "nie umiem", dziś tym się nie trwonię, idę
Verse
Klatka numer trzynaście, winda znowu stoi
Chodziłem po schodach, ósme piętro, mięśnie się zbroją
Nauczyciel z podstawówki mówił "zostań przy warsztacie"
Dziś mikrofon jest młotkiem, a rym to mój format
Matka na nockach w markecie, ja liczyłem bilon w kurtce
Dziś liczę takty w studiu, refren rośnie jak w spółce
Sąsiad z parteru szydził, "chłopak z bloku nic nie zrobi"
Dziś ten sam sąsiad prosi o zdjęcie, ledwo mowa go łamie z emocji
Beton szary, niebo różowe, świt maluje ściany
Ja maluję słowa krwią, nie farbą, dwa światy rozpięte na ramie
Ojciec pytał "po co rymy, kiedy trzeba płacić czynsz"
Dziś czynsz płacę z tego, w co nie wierzył, cichy triumf, nie kryzys
Boisko z popękanym asfaltem, tam uczyłem się flow
Dziś ten asfalt na plakacie, patrzy na mnie jak trofeum, o
Nie miałem nic prócz uporu, uporem burzyłem mur
Dziś stoję na świcie i widzę, że blok to był tylko intro, nie koniec, nie gór
Chorus
Świt nad blokowiskiem, ja tu wracam jak dowód
Mówili "nie dasz rady", dziś mój krok to jest powód
Cegła po cegle budowałem, nikt mi tego nie policzy
Świt nad blokowiskiem świadkiem, że dotrzymałem obietnicy
Verse
Zeszyt z ekonomii, w środku teksty, nie wzory
Nauczycielka kreśliła "on nie zajdzie daleko", te słowa jak wyrok
Dziś w tamtej szkole koncert, stoję na tej samej scenie
Gdzie miałem stać w kącie, dziś stoję w centrum, bez wątpienia
Klatka schodowa pachniała farbą i papierosem taty
Dziś ta sama klatka na okładce, w ramach, bez sprzedanej straty
Kumple z podwórka mówili "rap to fanaberia, nie chleb"
Dziś płacę im za studio, bo pamiętam, kto trzymał mnie, gdy miałem gorszy dzień
Balkon na czwartym piętrze, tam pisałem pierwsze zwrotki
Mama wieszała pranie, ja wieszałem marzenia na sznurku obok
Dyrektor banku odmówił kredytu, powiedział "ryzyko za duże"
Dziś sam mam konto, na którym cyfry, gdzie kiedyś było tylko zero, próżnia
Nie szukam poklasku, szukam dowodu dla dzieciaka z klatki
Że blok to nie wyrok, to tylko pierwsza kartka
Świt wstaje nad dachami, ja wstaję razem z nim
Dwa cienie się mijają, mój dawny i ten, którym dziś jestem, silny i inny
Chorus
Świt nad blokowiskiem, ja tu wracam jak dowód
Mówili "nie dasz rady", dziś mój krok to jest powód
Cegła po cegle budowałem, nikt mi tego nie policzy
Świt nad blokowiskiem świadkiem, że dotrzymałem obietnicy
Bridge
Nie mam żalu do nikogo, kto we mnie nie wierzył
Bo ich wątpliwość była paliwem, gdy silnik się przegrzał
Dziś siadam na dachu bloku, patrzę jak miasto się budzi
Wiem, że gdzieś na dole stoi ktoś taki, jak ja, kto się trudzi
Outro
Świt nad blokowiskiem, cień się w światło zmienia
Byłem cichym pytaniem, dziś jestem głośnym stwierdzeniem