Intro
W ciemności godzina czwarta
Przed świtem który nigdy nie przyjdzie
Verse
Siedziałem na gumoleum w kuchni babci gdzie światło padało przez szparę
Paznokcie krwawiące od drucianej szczotki co czyszczę każdy czwartek
Duralex w dłoni mleczny szklany gdzie herbata stygnęła na czarnym stole
Migdały na spodeczku z kartonowego pudła co ukryty był za chleba
Zwałem trój się w kącie jak zwoje drutu co ojciec przechowywał na zimę
Ciepło mojego ciała coraz mniejsze choć piec żarzył się czerwienią
Pre-Chorus
Wszystko się tuli do siebie w tym pokoju
Wszystko czeka gdy nikt nie patrzy
Chorus
O pół do piątej świat się kończy
O pół do piątej nic już się nie liczy
O pół do piątej jestem sám z przeszłością
O pół do piątej przeszłością
Verse
Pocierałem oczy paznokciami co są czarne od grafitu do rysowania
Słyszałem jak ciotka chodzi na piętrze krokami co nie dotykają drewna
Papier gazetowy rozwinął się na podłodze zapachy drukarni i tłuszczu
Butelka mleka stała w oknie jak strażnik nocy i głosu co nigdy nie przyjdzie
Moje pokolenie narodziło się z drucianą szczotką w ustach
Uczyliśmy się ciszy zanim poznaliśmy słowa
Pre-Chorus
Wszystko się tuli do siebie w tym pokoju
Wszystko czeka gdy nikt nie patrzy
Chorus
O pół do piątej świat się kończy
O pół do piątej nic już się nie liczy
O pół do piątej jestem sam z przeszłością
O pół do piątej przeszłością
Bridge
A może to nie był czas który umarł
Może to my się stawaliśmy kamieniem powoli
Każdy przedmiot co dotykaliśmy
Uczył nas jak być obojętnym na światło
Outro
W ciemności godzina czwarta
Każdą noc wracam tam gdzie jestem mały
Gdzie duralex pachnie jak domem
Gdzie druciana szczotka czeka na moją dłoń