Verse
Komin sto metrów, licznik na zero,
trzecia zmiana, zapalam czerwone oko.
Kierownik mówi: pilnuj, chłopcze, do rana,
bo samolot zejdzie nisko, jeśli zgaśnie brama.
Żarówka WZ, stara jak matka,
drut miedziany, izolacja z gazetka.
Patrzę na blok E, okno na siódmym,
gdzie kiedyś stałaś, zanim zgasło wszystko.
Pre-Chorus
Czy jeszcze patrzysz, czy śpisz już dawno?
Czy widzisz z dołu, że wciąż tu czuwam?
Liczę wysokość jak ojciec liczył zmiany,
byle jedno światło przetrwało do rana.
Chorus
Na szczycie płonie moje słabe światło,
niżej niż gwiazdy, wyżej niż miasto.
Na szczycie płonie moje słabe światło,
to jedyny znak, że ktoś tu został.
Verse
Tramwaj dziewiąty jeździ pusty od roku,
nikt już nie czeka na przystanku w mroku.
Kolejka po prąd zmieniła się w kolejkę wspomnień,
a ja wciąż liczę stopnie, sam, po ciemku.
Kierownik przeszedł na emeryturę zimą,
zostawił klucze i schemat, co już nic nie znaczy.
Ale ja wchodzę, choć komin już nie grzeje,
bo światło na szczycie - to wszystko, co mam jeszcze.
Pre-Chorus
Czy jeszcze patrzysz, czy śpisz już dawno?
Czy widzisz z dołu, że wciąż tu czuwam?
Liczę wysokość jak ojciec liczył zmiany,
byle jedno światło przetrwało do rana.
Chorus
Na szczycie płonie moje słabe światło,
niżej niż gwiazdy, wyżej niż miasto