Verse 1
Zimny parapet, czwarta rano, fusy na dnie kubka
Kartka ma zadrapania, kreska jest ostra, krótka
Pod blokiem rdzewieje płot, wiatr szarpie suchą gałąź
Wielu tu chciało spać, mnie tylko jedno brało
Wciskam klawisze, klik, rytm stuka prosto w skroń
Odciski na opuszkach, pewnie zaciskam dłoń (dłoń)
Beton pije mój chłód, asfalt oddaje parę
Nie przyszedłem po cud, po prostu kładę wiarę
Pre-Chorus
Iskra na świecy tnie ten dymny kurz
Zegary milkną, wiem, że pora już
Chorus
Stoję jak wierzba w burzy, żaden wiatr mnie nie złamie
Włączam ten przester w żyłach, niosę ogień na ramie
Krok za krokiem po swoje, ziemia pod butem drży
Wierzba przetrwa ten ogień, w oczach nie ma już mgły (mgły)
Verse 2
Szósty kilometr w deszczu, kurtka nasiąka chłodem
Krople na rzęsach marzną, idę równym powodem
Mówili: zwolnij tempo, za wysoki ten mur
A ja w kieszeni trzymam zdarty od prób sznur
Głos w barytonie twardy, żelazo tnie przez szum
Nie czekam na oklaski, niechaj milczy ten tłum (tłum)
Zapisany notes, czarny tusz nie chce schnąć
Mam w sobie stary korzeń, którego nie zdołasz zgiąć
Pre-Chorus
Iskra na świecy tnie ten dymny kurz
Zegary milkną, wiem, że pora już
Chorus
Stoję jak wierzba w burzy, żaden wiatr mnie nie złamie
Włączam ten przester w żyłach, niosę ogień na ramie
Krok za krokiem po swoje, ziemia pod butem drży
Wierzba przetrwa ten ogień, w oczach nie ma już mgły (mgły)
Bridge
Cisza przed uderzeniem, płuca chwytają tlen
To nie przypadek losu, to nie jest żaden sen
Gałęzie chłoszczą niebo, ale pień trzyma pion
Wciskam pedał do dechy, słyszę ten czysty ton
Chorus
Stoję jak wierzba w burzy, żaden wiatr mnie nie złamie
Włączam ten przester w żyłach, niosę ogień na ramie
Krok za krokiem po swoje, ziemia pod butem drży
Wierzba przetrwa ten ogień, w oczach nie ma już mgły (mgły)