Intro
Stara szpula w magnetofonie, kurz na starych bobinach
Blitz, Verso, ta sama taśma - nić nas dalej spina
Verse
Jeden pokój, jeden sprzęt, kabel plątał się w supeł
Verso pisał kredą teksty, ja rymowałem do stukot
Piwnica pachniała farbą, grzejnik chrobotał w rurach
Nagrywaliśmy demo w nocy, żeby nie słyszała góra
Blitz miał głos jak zdarta opona, ja nosowy jak radio z trzaskiem
Ale razem to brzmiało pełniej niż osobno graną maską
Taśma się zacinała, cierpliwie ją prostowaliśmy
Bo wiedzieliśmy, że kiedyś to nagranie odsłuchamy jak owoc
Kartka bez linii, długopis bez skuwki, atrament kończył się w porę
Verso trzymał rytm butem, ja szukałem rym jak w norze
Sąsiad walił w rurę, mówił "cisza, chłopcy, druga w nocy"
My kręciliśmy dalej szpulę, bo wiara silniejsza niż złość ich
Ojciec Blitza mówił "chłopak, muzyka nie karmi brzucha"
Dziś ta sama szpula kręci się w studiu, a echo go słucha
Nie mieliśmy sprzętu, mieliśmy tylko siebie i taśmę
Dziś stoimy na scenie, korzenie zostały te same
Chorus
Złota nić z magnetofonu
Wiąże nas, nie urwie splotu
My na taśmie, wciąż w komplecie
Ekipa trwa, choć czas leci
Verse
Osiedle się zmieniło, bloki pomalowane na nowo
My zostaliśmy ci sami, taśma gra to samo słowo
Verso ma dziś studio, ja mam w garażu keyboard
Ale wracamy do piwnicy, kiedy trzeba wspomnień doładować
Kumpel z bloku dziś w garniturze, inny siedzi za kratą
Ekipa to nie liczba głosów, to kto został z tobą w noc bogatą
Blitz nagrywał werset gorączką, czterdzieści stopni, chory jak pies
Verso trzymał mu mikrofon, mówił "kończ, resztę ja poniesie"
Nie mieliśmy menadżera, mieliśmy tylko słowo dane
Podpisane atramentem, nie na papierze - na ścianie
Taśma czasem się rwała, kleiliśmy ją taśmą klejącą
Jak przyjaźń, którą łatasz, kiedy pęka pod presją gorącą
Dziś mikser zamiast szpuli, ale zasada ta sama
Kto był na dole ze mną, ten dziś stoi obok, nie sama
Złoto nie w łańcuchu na szyi, złoto w taśmie zapisane
Głosy tych, co uwierzyli, gdy inni mówili "zapomniane"
Chorus
Złota nić z magnetofonu
Wiąże nas, nie urwie splotu
My na taśmie, wciąż w komplecie
Ekipa trwa, choć czas leci
Bridge
Verso: Miałem noc, gdzie chciałem rzucić, telefon do Blitza o piątej
Blitz: Powiedziałem "jadę", bez pytania, bez żadnej zapłaty
Verso: To nie wers na sprzedaż, to dług, którego nie liczę
Blitz: Bo kto zbiera cię z ziemi, ten ma prawo do mojej taśmy w