Verse
Blok dwanaście, klatka trzecia, zmierzch jak popiół siada,
antena zbiorcza rdzewieje, nikt jej już nie bada.
Sznur na sznurze, prześcieradła płoną w słońcu bladym,
a ja liczę okna, jedno po jednym, jak lata.
Telewizor Zorza mruga za szybą u sąsiada,
pralka Fala warczy, jakby coś jeszcze rozumiała.
Matka wołała z okna, kiedy gasło światło dnia,
dziś to okno ciemne, nikt tam już nie stoi, nie czeka mnie.
Pre-Chorus
Które piętro było moje, które z tych świateł?
Czy ktoś jeszcze pamięta numer, mój, sprzed lat?
Cień komina pełznie po klatce schodowej,
zmierzch nie pyta, kim jesteś, tylko gasi kolory.
Chorus
Osiedle o zmierzchu, okna zapalone jedno po jednym,
liczę do setki, ciebie już nie ma w żadnym.
Osiedle o zmierzchu, cień na betonie blednie,
gasnę jak lampa, kiedy dochodzę do ciebie.
Verse
Dwadzieścia lat później, ten sam beton, inna farba,
zarządca zmienił zamek, klucz już do niczego nie pasuje.
Dzieci na trzepaku krzyczą imieniem, co nie moje,
huśtawka skrzypi tak, jak skrzypiał głos mój wtedy.
Firanki nowe, ale wzór ten sam co u babci,
w oknie czterdzieści siedem światło się nie zapala.
Stoję na dole, patrzę, jakbym czekał na znak,
że ktoś tam jeszcze jest, choć wiem, że nie ma nikogo.
Pre-Chorus
Które piętro było moje, które z tych świateł?
Czy ktoś jeszcze pamięta numer, mój, sprzed lat?
Cień komina pełznie po klatce schodowej,
zmierzch nie pyta, kim jesteś, tylko gasi kolory.
Chorus
Osiedle o zmierzchu, okna zapalone jedno po jednym,
liczę do setki, ciebie już nie ma w żadnym.
Osiedle o zmierzchu, cień na betonie blednie,
gasnę jak lampa, kiedy dochodzę do ciebie.
Bridge
To ja zgasiłem to światło, wychodząc bez słowa,
zarządca zapisał w księdze: mieszkanie puste, klatka trzecia.
Nie szukam już okna, szukam tylko cienia,
w którym jeszcze mieszka chłopiec, co czekał do zmierzchu.
Chorus
Osiedle o zmierzchu, okna zapalone jedno po jednym,
liczę do setki, ciebie już nie ma w żadnym.
Osiedle o zmierzchu, cień na betonie blednie,
gasnę jak lampa, kiedy dochodzę do ciebie.