Verse
Dziewiąta zmiana, syrena wyje jak stary pies,
smar na dłoniach, papieros gaśnie, zanim wsiądziesz gdzieś.
Autobus dziewięć, przystanek Fabryczna, zegar bez wskazówek,
kierowca Zenon liczy głowy, nie liczy słówek.
Szyby zaparowane, dech tysiąca zmęczonych ust,
karta zegarowa w kieszeni, dziurkowana jak los, na chrzest.
Siadam na tym samym miejscu, gdzie siadałeś ty,
poręcz zimna, jakby ktoś jej dotknął wczoraj, nie dziś.
Pre-Chorus
Czy jeszcze jedzie ten sam kurs, czy to tylko cień szyn?
Czy zmieści się w nim jeszcze ktoś, kto pamięta, kim był?
Liczę przystanki jak ojciec liczył raty,
byle dojechać tam, gdzie fabryka nie zna daty.
Chorus
Ostatni autobus z fabryki jedzie pusty i sam,
przez most, przez noc, przez wszystkie zgaszone bramy.
Ostatni autobus z fabryki - nikt już nie czeka na przystanku,
a ja wciąż jadę, choć nie ma po co, do samego świtu bez ranku.
Verse
W siedemdziesiątym trzecim stałaś w czerwonym płaszczu, w drzwiach,
bilet w dłoni jak różaniec, strach w oczach, cały strach.
Zjazd na Hutniczą, silnik dyszał jak zmęczony byk,
ty wysiadłaś, ja zostałem, i to była cała chwila, cały krzyk.
Dziś na tej trasie stoją bloki, ślepe okna bez firanek,
fabryka śpi pod plandeką, jak niedokończony poranek.
Kierowca zmienił się trzy razy, trasa - nigdy, ani raz,
a ja wciąż jadę tym samym kursem, chociaż zgasł już czas.
Pre-Chorus
Czy jeszcze jedzie ten sam kurs, czy to tylko cień szyn?
Czy zmieści się w nim jeszcze ktoś, kto pamięta, kim był?
Liczę przystanki jak ojciec liczył raty,
byle dojechać tam, gdzie fabryka nie zna daty.
Chorus
Ostatni autobus z fabryki jedzie pusty i sam,
przez most, przez noc, przez wszystkie zgaszone bramy.
Ostatni autobus z fabryki - nikt już nie czeka na przystanku,
a ja wciąż jadę, choć nie ma po co, do samego świtu bez ranku.
Bridge
Zenon mówi: kierowniku, zwijamy kurs na stałe,
nikt już nie dzwoni po zmianę, hale stoją całe.
Ja mu odpowiadam - jedź, jedź, choćby w ciemność, w nic,
bo w tym autobusie zostało więcej niż w mieście - te twarze, ten świt.
Chorus
Ostatni autobus z fabryki jedzie pusty i sam,
przez most, przez noc, przez wszystkie zgaszone bramy.
Ostatni autobus z fabryki - nikt już nie czeka na przystanku,
a ja wciąż jadę, choć nie ma po co, do samego świtu bez ranku.