Verse
Blok dziewiąty, klatka trzecia, mróz na szybach jak kreda,
nad sklepem "Sezam" litery świecą, choć kolejka nie czeka.
Matka trzyma kartki, liczy cukier na wadze,
czerwony neon skwierczy, gdy wiatr niesie sadze.
Ojciec mówi: zgaśnie w zimie, prąd drogi jak złoto,
a ja patrzę w literę S, jakby świeciła samotno.
Kierownik zamyka kraty, klucz w kieszeni chowa,
neon zostaje sam na noc, jego pieśń wciąż nowa.
Pre-Chorus
Czy zdąży się wypalić, zanim zgasną wszystkie okna?
Czy ktoś jeszcze pamięta smak tych świateł, co dziś obco?
Liczę litery jak lata, jedna gaśnie, jedna trwa,
byle jedna jeszcze świeciła, gdy noc mi coś odda.
Chorus
Neon nad blokowiskiem, pali się choć sklep już śpi,
neon nad blokowiskiem, świeci dla nikogo, tylko mi.
Neon nad blokowiskiem, czerwień pęka jak stary sen,
neon nad blokowiskiem — tam zostawiłem swój czas i dzień.
Verse
Dwadzieścia lat później, tramwaj siedemnasty staje,
szyba sklepu zabita deską, cień po dawnym kraju.
Napis "Sezam" wciąż wisi, choć liter brak połowy,
migocze S i Z, reszta śpi bez słowy.
Chłopak z klatki dziewiątej dziś sam ma siwe skronie,
wraca z nocnej zmiany, patrzy w to samo okno.
Nikt już nie stoi w kolejce, zniknęły kartki i wagi,
tylko neon wciąż pyta, kto pamięta te wagi.
Pre-Chorus
Czy zdąży się wypalić, zanim zgasnę ja sam?
Czy ktoś jeszcze zapamięta ten czerwony, cichy plan?
Liczę litery jak lata, jedna gaśnie, jedna trwa,
byle jedna je