Verse
Blok szesnasty, klatka trzecia, ściana w kolorze rdzy,
matka woła z balkonu, głos w powietrzu drży.
Trzepak skrzypi pod chłopcami, dywan łopocze jak flaga,
piłka toczy się do bramy, zmierzch już siada na dachach.
Winda stoi na czwartym piętrze, guzik świeci na czerwono,
w oknie ciotki telewizor Szmaragd mruga niebieskim światłem.
ADM zamyka bramę, klucz przekręca w zamku,
a ja liczę okna zapalone, jak ktoś liczy grosze na targu.
Pre-Chorus
Czy ktoś jeszcze pamięta imię, które wołała ta matka?
Czy zmierzch to koniec dnia, czy początek czegoś, co znika?
Liczę okna jak paciorki, jedno gaśnie, drugie mruga,
byle jedno zostało zapalone, gdy noc się zaczyna.
Chorus
Osiedle o zmierzchu, okna gasną jedno po drugim,
ja zostaję na trzepaku, sam ze swoim cieniem długim.
Osiedle o zmierzchu, głosy cichną, podwórko puste,
zostaje tylko zapach traw i światło z cudzych okien.
Verse