Verse
Dwudziesta trzecia pięćdziesiąt dwie, karta w czytniku piszczy,
kierownik zmiany stempluje czas, jakby liczył moje grzechy.
Termos gorącej herbaty parzy dłonie w rękawicach,
linia czwarta czeka w śniegu, silnik chrapie, para bije.
Zapach koksu w rękawach kurtki, sadza pod paznokciami,
huta śpi za murem cicho, kominy dyszą nad nami.
Wsiadam sam do pustej klatki, ławka skrzypi jak sumienie,
licznik mruga siedemnaście groszy, tyle warte me istnienie.
Pre-Chorus
Czy ten pociąg jeszcze pamięta, gdzie zostawił mnie ktoś kiedyś?
Czy kierownik wie, że zmiana nigdy się nie kończy w środku?
Liczę przystanki jak wypłatę, której nigdy nie starczy,
a szyny wiodą tam, gdzie miasto gasi swoje światła.
Chorus
Ostatni tramwaj do Nowej Huty,
szyny się grzeją, choć mróz jak brzytwa.
Ostatni tramwaj do Nowej Huty,
wiozę te same, zgubione bilety.
Verse
Dwudziesta trzecia pięćdziesiąt trzy, drzwi się zamykają z hukiem,
stałaś w czerwonym szaliku, z biletem w drugiej ręce.
Chciałem powiedzieć słowo, lecz język zamarzł jak szyba,
a tramwaj ruszył w ciemność, zabrał cię do bloku piątego.
Twoje okno na czwartym piętrze, światło gasło o pierwszej,
ja zostałem na pętli sam, z papierosem, co nie grzeje.
Od tamtej zmiany minęło lat tyle, że nie umiem zliczyć,
a serce wciąż jedzie tamtą trasą, choć nikt już nie stoi na przystanku.
Pre-Chorus
Czy ten peron jeszcze pamięta twój cień w mokrym świetle?
Czy kierownik wie, że miłość też ma swoją kartę pracy?
Liczę lata jak przystanki, których dawno nie ma na mapie,
a szyny rdzewieją cicho tam, gdzie moje serce zostało.
Chorus
Ostatni tramwaj do Nowej Huty,
szyny się grzeją, choć mróz jak brzytwa.
Ostatni tramwaj do Nowej Huty,
wiozę te