Verse
Stoję pod blokiem, falowiec się budzi na fali,
piętro dziewiąte, okno, gdzie kiedyś my spali.
Klatka numer siedem, winda B zepsuta od lat,
kierownik z administracji obiecał naprawić to raz.
Firanka w kwiatki zmieniła się w żaluzję z Berlina,
telewizor Neptun zgasł, teraz błyska cudza rodzina.
Liczę światła jak monety, co mi ktoś ukradł powoli,
jedno, dwa, siedemnaście, a serce wciąż mnie boli.
Pre-Chorus
Czy to jeszcze twoje okno, czy już obcy cień?
Czy ten beton pamięta, jaki był wtedy dzień?
Stoję, patrzę w górę, jakbym czekał na znak,
że mnie jeszcze rozpozna ten sam szary blok.
Chorus
Falowiec o zmierzchu zapala się cicho,
piętro za piętrem, jak serce, co dycha.
Falowiec o zmierzchu, ja stoję u dołu,
licząc te światła, com stracił pomału.
Verse
Matka wieszała pranie na sznurku nad ulicą,
sąsiadka wołała mnie na kolację z dołu, przed świtem, przed nocą.
Dziś na balkonie suszą się cudze koszule i płaszcze,
a winda wciąż stoi, choć numer wymalowano dwa razy jeszcze.
Kierownik już inny, ten stary dawno na cmentarzu leży,
a ja wciąż tu wracam, choć nikt mnie tu nie zauważy.
Klucz do mieszkania noszę, choć zamek zmieniono w marcu,
i patrzę na światła, jak duchy w tym samym tańcu.
Pre-Chorus
Czy to jeszcze mój dom, czy już obcy próg?
Czy ten beton pamięta mój dziecięcy krok?
Stoję, patrzę w górę, jakbym czekał na znak,
że mnie jeszcze rozpozna ten sam szary blok.
Chorus
Falowiec o zmierzchu zapala się cicho,
piętro za piętrem, jak serce, co dycha.
Falowiec o zmierzchu, ja stoję u dołu,
licząc te światła, com stracił pomału.
Bridge
Nigdy nie wszedłem na górę, boję się drzwi,
że klamka mnie pozna, a serce już nie.
Wolę tak stać, gdzie mnie beton nie zdradza,
bo światło się gasi, gdy pamięć osiada.
Chorus
Falowiec o zmierzchu zapala się cicho,
piętro za piętrem, jak serce, co dycha.
Falowiec o zmierzchu, ja stoję u dołu,
licząc te światła, com stracił pomału.