Verse
Punkt krwiodawstwa, blok trzynasty, siódma rano, mróz na szybie,
kolejka do drzwi jak sznur pralek, para z ust się we mgle gubi.
Pielęgniarka waży krew jak mąkę, kartka w rękach, cyfry blade,
za litr - talon na szynkę, za drugi - miejsce w teatralnej radzie.
Ojciec mówi: oddaj więcej, matka doda wody do rosołu,
ja patrzę w sufit, licząc kafle, żeby nie czuć bólu.
Igła jak kluczyk od roweru brata, którego już nie ma,
a moja krew krąży po mieście jak coś, co orbitę trzyma.
Pre-Chorus
Ile jeszcze litrów starczy, zanim serce zwolni bieg?
Ile still zostanie ze mnie, gdy rozdam wszystko, co mam?
Krążę wokół bloków cicho, nikt nie pyta, gdzie ja jestem,
tylko cień satelity nade mną, świeci jak dawny sen.
Chorus
Satelito ze szpiku, świecisz nad blokiem trzynastym,
oddaję ciebie po kawałku, żeby mieli chleb na jutro.
Satelito ze szpiku, krążysz, gdzie serce już nie sięga,
zostaje ze mnie tylko orbita i pusta ręka.
Verse
Rok osiemdziesiąty trzeci, punkt zamknięty do maja,
mama nosi termos z herbatą, tam gdzie kolejka nie tają.
Sąsiad z klatki drugiej mdleje, mówią - za mało żelaza,
kierownik pisze w zeszycie: "przerwa techniczna, wraca za dwa dni".
Ja wracam sam, licząc schody, jak litry, które oddałem,
w kieszeni talon na masło, w żyłach - cisza, com zostawiał.
Telewizor Rubin szumi, nikt nie wie, co dziś w programie,
a ja czuję, jak moje ciało robi się lżejsze niż nazwisko na kartce.
Pre-Chorus
Ile jeszcze litrów starczy, zanim serce zwolni bieg?
Ile still zostanie ze mnie, gdy rozdam wszystko, co mam?
Krążę wokół bloków cicho, nikt nie pyta, gdzie ja jestem,
tylko cień satelity nade mną, świeci jak dawny sen.
Chorus
Satelito ze szpiku, świecisz nad blokiem trzynastym,
oddaję ciebie po kawałku, żeby mieli chleb na jutro.
Satelito ze szpiku, krążysz, gdzie serce już nie sięga,
zostaje ze mnie tylko orbita i pusta ręka.
Bridge
Dziś stoję z tamtej strony okienka, sam mierzę cudzą krew,
widzę w oczach to samo światło, com nosił w sobie wtedy.
Mówię cicho: proszę dalej, to nic, że boli lekko,
bo każdy litr to jedna cegła w tym mieście z betonu.
Chorus
Satelito ze szpiku, świecisz nad blokiem trzynastym,
oddaję ciebie po kawałku, żeby mieli chleb na jutro.
Satelito ze szpiku, krążysz, gdzie serce już nie sięga,
zostaje ze mnie tylko orbita i pusta ręka.