Verse 1
Rusztowanie przy Alei Robotniczej, druga w nocy,
pędzlem kładę literę "F", farba pachnie jak z poczty.
Neon zimny w dłoniach, szkło jak stare okulary,
kierownik mówi: skończ do świtu, będą wielkie gary.
Trzydzieści osiem liter, każda swój ma cień,
licznik prądu cyka cicho, jakby liczył każdy dzień.
Sąsiad z dołu pyta: kiedy zapłonie napis twój?
Ja mówię: może jutro, może to mój ostatni bój.
Pre-Chorus
Czy zdążę skończyć, zanim zgasi mnie ten mróz?
Czy ktoś tu jeszcze czeka, aż zapłonie fabryczny wzór?
Liczę litery jak paciorki, jedna po drugiej w rząd,
byle ten napis żył, gdy inni już śpią gdzieś tam.
Chorus
To neonowy sen o fabryce, co nigdy się nie zaświeci,
wisi nad dachem cicho, jak wspomnienie mych dzieci.
To neonowy sen o fabryce, gasnący, zanim wstanie dzień,
maluję litery w ciemność, bo to jedyny mój cel.
Verse 2
Rok osiemdziesiąty siódmy, hala już bez ludzi,
tylko ja i rusztowanie, i wiatr, co szyby studzi.
Litera "Y" spadła w błoto, nikt jej nie podniósł już,
kierownika nie ma, biuro puste, w drzwiach zardzewiały nóż.
Portiernia cicha, licznik prądu dawno stoi,
ja maluję ostatnią literę, choć nikt się nie boi,
że to na darmo, że to tylko farba i mój czas,
ale kończę robotę, bo to jedyny mój głos.
Pre-Chorus
Czy zdążę skończyć, zanim zgasi mnie ten mróz?
Czy ktoś tu jeszcze czeka, aż zapłonie fabryczny wzór?
Liczę litery jak paciorki, jedna po drugiej w rząd,
byle ten napis żył, gdy inni już śpią gdzieś tam.
Chorus
To neonowy sen o fabryce, co nigdy się nie zaświeci,
wisi nad dachem cicho, jak wspomnienie mych dzieci.
To neonowy sen o fabryce, gasnący, zanim wstanie dzień,
maluję litery w ciemność, bo to jedyny mój cel.
Bridge
Włączam bezpiecznik sam, nikt nie patrzy, nikt nie wie,
neon mruga raz i gaśnie, jak ostatni oddech we krwi.
Ale przez sekundę, jedną jedyną, fabryka żyje znów,
i to mi wystarcza, bym poszedł stąd bez słów.
Chorus
To neonowy sen o fabryce, co nigdy się nie zaświeci,
wisi nad dachem cicho, jak wspomnienie mych dzieci.
To neonowy sen o fabryce, gasnący