Verse
Świetlica przy hucie, klawisze grają fałszem,
pianino "Zorza", rocznik pięćdziesiąty ósmy.
Kość słoniowa z klawiszy dawno pożółkła jak zęby,
a pani od muzyki uczy nas gam bez potrzeby.
Sala numer dwanaście, kaloryfer chrobocze,
klawisz czterdziesty trzeci milczy, choć bije mocno.
Kierownik świetlicy zamyka okno na klucz,
a ja gram po ciemku, byle nie zbudzić już nikogo z nas.
Pre-Chorus
Ile dźwięków trzeba, żeby coś tu ożyło?
Ile palców trzeba, żeby serce nie zastygło?
Gram fałszywie, ale gram, bo to jedyne, co mam,
zanim zamkną drzwi na noc i zgasi się plan.
Chorus
Dzika kość słoniowa, żółta jak wspomnienie,
dzika kość słoniowa gra, choć fałszywie brzmi.
Dzika kość słoniowa - tak kochałem to milczenie,
tylko w rękach dziecka, nigdy naprawdę swej.
Verse
Dziś świetlica zamknięta, na drzwiach kartka blada,
"remont od poniedziałku" - to już piąty rok tak gada.
Pianino wywieźli, mówią, na złom albo na targ,
a ja stoję pod oknem, jakby wciąż tam był mój ślad.
Sąsiad mówi: sprzedali klawisze na guziki,
kość słoniowa wróciła tam, skąd wzięła swe imię.
Ja pamiętam ten dźwięk, choć fałszywy i chudy,
jak głos matki z kuchni, gdy wołała mnie do budy.
Pre-Chorus
Ile lat trzeba, żeby coś tu przeminęło?
Ile rąk trzeba, żeby serce nie skostniało?
Gram w powietrzu palcami, choć klawiszy tu brak,
zanim zgasną wspomnienia jak w oknie zły znak.
Chorus
Dzika kość słoniowa, żółta jak wspomnienie,
dzika kość słoniowa gra, choć fałszywie brzmi.
Dzika kość słoniowa - tak kochałem to milczenie,
tylko w rękach dziecka, nigdy naprawdę swej.
Bridge
Znalazłem jeden klawisz w kieszeni starej kurtki,
kość słoniowa, mała, jak ząb mleczny, jak żart głupi.
Trzymam go w dłoni, nie gra, ale wciąż coś znaczy -
że kiedyś tu grałem, choć nikt tego już nie zobaczy.
Chorus
Dzika kość słoniowa, żółta jak wspomnienie,
dzika kość słoniowa gra, choć fałszywie brzmi.
Dzika kość słoniowa - tak kochałem to milczenie,
tylko w rękach dziecka, nigdy naprawdę swej.