Verse 1
Wiatr zniósł z podwórka kurz i pył
A ja szedłem wolno, jakbym znał ten rytm
Na ławce stary cień trzymał letni cień
I pachniał chlebem dom, gdy wracałem w dzień
W misce wody drżał niebieski kawał nieba
Matka mówiła: synu, niczego nie trzeba
Tylko słuchać, jak trawa uczy się od deszczu
Jak serce robi miejsce temu, co jest wreszcie
Nie gonię już za hałasem, za błyskiem
Wolę ciepły próg i rozmowę przy misce
Bo to, co małe, zostaje najdłużej
Jak ślad po dłoni na szklance po burzy
Chorus
Cicha woda, cicha woda
Niesie mnie, kiedy dzień się rozbiera
Cicha woda, cicha woda
W niej najwięcej serca się zawiera
Verse 2
Na rynku śmiech odbijał się od murów
A ja niosłem w kieszeni kilka słów do jutra
Jedno o domu, drugie o powrocie
Trzecie o tym, że cisza też ma głos w złocie
Gdy noc przykrywa dachy jak lniany obrus
Słyszę, jak drzewa mówią bez żadnych ozdób
I wiem, że nie trzeba wielkich fajerwerków
By zobaczyć, co prawdziwe, w jednym oddechu
Więc jeśli pytasz, gdzie trzymam swój spokój
To w kubku po herbacie i w czyimś dobrym kroku
W tym, co niewidzialne, a jednak zostaje
Jak cichy ślad po deszczu na starej furtanie
Chorus
Cicha woda, cicha woda
Niesie mnie, kiedy dzień się rozbiera
Cicha woda, cicha woda
W niej najwięcej serca się zawiera