Verse
Zajezdnia szósta, szron na szybach hal,
klucz numer dwanaście w dłoni, sprawdzam każdy wał.
Tramwaj siedemnaście milczy, zimny jak grudniowa noc,
budzę silnik korbą, mówię cicho: wstań i wróć.
Kierownik zmiany Wolski w teczce liczy każdy kurs,
o czwartej czterdzieści siedem pierwszy pociąg rusza w mróz.
Kawa z termosu stygnie, dym z papierosa w dłoń,
patrzę na tablicę godzin, licząc każdy skok.
Pre-Chorus
Czy zdążę zapalić światła, zanim ruszy pierwszy tor?
Czy to, na co czekam latami, to nie tylko pusty tor?
Liczę minuty do rana jak resztki węgla w piec,
byle silnik nie zgasł, byle jeszcze mógł nas nieść.
Chorus
Jadę za świtem, tam gdzie szarość traci głos,
jadę za świtem, choć nie wiem, jaki będzie los.
Jadę za świtem, zajezdnia zostaje w tyle,
jadę za świtem — to jedyne, co mi zostało.
Verse
Dwadzieścia lat za szybą, dziś kierownik zmian,
klucz numer dwanaście rdzewieje sam na haku, sam.
Nowy chłopak z korbą drży, jak ja przed laty drżałem,
mówię mu: nie bój się mgły, ona zawsze tu została.
Tablica elektroniczna świeci, cyfry bez dymu z ust,
ale ja wciąż czuję smak tej kawy, co stygła w kubku wtedy tu.
Tramwaj siedemnaście złomowany stoi za płotem hal,
a ja wciąż go budzę we śnie, jakby coś mi jeszcze zostało.
Pre-Chorus
Czy zdążę zapalić światła, zanim zgaśnie cały ślad?
Czy to, na co czekam latami, wróci, czy to tylko ślad?
Liczę minuty do rana jak modlitwę, którą znam,
byle pamięć nie zgasła, byle jeszcze mogła trwać.
Chorus
Jadę za świtem, tam gdzie szarość traci głos,
jadę za świtem, choć nie wiem, jaki będzie los.
Jadę za świtem, zajezdnia zostaje w tyle,
jadę za świtem — to jedyne, co mi zostało.
Bridge
Może świt to nie godzina, może to jest inny człowiek,
co za mnie budzi silnik, gdy ja już nie mogę.
Zostawiam klucz na haku, niech ktoś inny liczy skok,
a sam idę tam, gdzie szarość zmienia się w brzask.
Chorus
Jadę za świtem, tam gdzie szarość traci głos,
jad