Verse
Blok jedenasty, klatka B, telewizor Rubin gra hymn,
za oknem gasną numery, jakby ktoś liczył je wstecz.
Ojciec na nocnej zmianie, ja czekam na jego krok,
kanał drugi cichnie w śnieg, zostaje szary mrok.
Zegar na wieży bije ciszej niż powinien,
dozorca Wiktor zamyka bramę, choć nikt jeszcze nie śpi.
Liczę okna jak owce, dwadzieścia, dziewiętnaście, ślad,
zostaje jedno światło - to matka, nie kładzie się spać.
Pre-Chorus
Czy to jeszcze dzień, czy już inny czas?
Czy ktoś tam na mieście czuwa jak ja?
Śnieg na ekranie zasypuje twarze,
zostaje szum, gdy miasto się kładzie.
Chorus
Osiedle zasypia o północy,
gasną okna, jedno po drugim, bez mocy.
Osiedle zasypia o północy,
a ja zostaję sam na warcie, bez pomocy.
Verse
Dziś anteny satelitarne w miejscu naszych krat,
blok pomalowany na żółto, ale cień wciąż ten sam.
Wracam po latach, klucz w kieszeni, cięższy niż był,
liczę okna z przyzwyczajenia, choć nikogo tu nie znam.
Gdzieś w telewizorach nowszych już nie gra żaden hymn,
ale i tak wszystko gaśnie o tej samej godzinie.
Syn sąsiada pyta, dlaczego stoję tak długo,
mówię: bo miasto potrzebuje kogoś, kto zliczy je do zera.
Pre-Chorus
Czy to jeszcze dzień, czy już inny czas?
Czy ktoś tam na mieście czuwa jak ja?
Śnieg na ekranie zasypuje twarze,
zostaje szum, gdy miasto się kładzie.
Chorus
Osiedle zasypia o północy,
gasną okna, jedno po drugim, bez mocy.
Osiedle zasypia o północy,
a ja zostaję sam na warcie, bez pomocy.
Bridge
To ja mam teraz klucze od bramy,
to ja gaszę latarnię, gdy zegar bije dwa razy.
Chłopak, co liczył okna, sam się nimi stał,
dozorca własnej ciszy, wartownik pustych lat.
Chorus
Osiedle zasypia o północy,
gasną okna, jedno po drugim, bez mocy.
Osiedle zasypia o północy,
a ja zostaję sam na warcie, bez pomocy.