Verse
Siadam za kółkiem, dwudziesta trzecia pięć,
dwadzieścia lat rąk na tej samej kierownicy.
Szyny błyszczą jak srebrny szew na starej ranie,
mgła kładzie się nisko, jak zdjęty koc na ganku.
Kasownik chrypi, sygnalizacja mruga,
przystanek Fabryczna, nikt już tu nie czeka.
Dyspozytor melduje: kurs ostatni, panie kierowco,
jutro ktoś młodszy wsiądzie na to miejsce.
Pre-Chorus
Co zrobię z rękami, gdy puszczę ten drążek?
Gdzie schowam się, kiedy zgaśnie to światło?
Trzydzieści lat miasta zmieściło się w oknie,
czy starczy mi ciszy, żeby przeżyć to jutro?
Chorus
Ostatni tramwaj do świtu
wiezie mnie sam przez miasto z betonu i mgły.
Ostatni tramwaj do świtu
zna każdy przystanek, gdzie zostały już tylko sny.
Szyny śpiewają w rytmie mijających lat,
ostatni tramwaj do świtu.
Verse
Pamiętam parę w drzwiach, wysiadła w deszczu bez słowa,
on biegł za nią przez kałuże, zgubił but na peronie.
Pamiętam starą w chustce, co liczyła bilety,
jakby liczyła dni do końca kolejki po chleb.
Telewizor Zefir świecił w oknie na Grabowej,
gasł, kiedy mijałem, jak zgaszona zapałka.
Portier w budce spał, zegar Cyklop stawał,
a ja jechałem dalej, sam, w tę samą stronę.
Pre-Chorus
Co zrobię z rękami, gdy puszczę ten drążek?
Gdzie schowam się, kiedy zgaśnie to światło?
Trzydzieści lat miasta zmieściło