Verse
Czwarta dwadzieścia, przystanek dziewięć, mróz gryzie w kark,
kolejka ludzi w kufajkach, para z ust jak dym.
Ktoś trzyma termos jak relikwię, ktoś śpi na stojąco już,
tramwaj siedemnastka spóźniony, jak zawsze o tej porze.
Bloki nad nami stoją cicho, okna wciąż się palą,
choć nikogo tam nie ma, tylko żarówki czuwają.
Zakład numer trzy czeka, zmiana się zmienia jak krew,
a ja liczę kroki do bramy, żeby nie upaść w śnieg.
Pre-Chorus
Czy to jeszcze sen, czy już jawa, nie wiem od lat,
czy ktoś tu w ogóle odpoczął, odkąd zgasł ten świat?
Liczę oddechy w kolejce, powoli, po sto,
byle dociągnąć do rana, byle utrzymać się w tym.
Chorus
Osiedle śpi na stojąco,
jak koń w zaprzęgu, co czeka.
Okna się świecą, choć nikt tam nie mieszka,
osiedle śpi na stojąco.
Verse
Matka wracała o świcie, fartuch pachniał jak stal,
stała przy kuchni z zamkniętymi oczami, gotując czaj.
Mówiła: synku, to chwila, zaraz mi minie ten trans,
a ja patrzyłem, jak zasypia, trzymając w ręku garnek.
Dziś sam tak stoję w tramwaju, ręka na uchwycie drży,
oczy zamknięte na chwilę, nikt tego nie widzi w tym mgle.
Zakład numer trzy nas przyjmie, jak przyjmował ją,
osiedle znów zasypia, choć stoi na baczność wciąż.
Pre-Chorus
Czy to jeszcze sen, czy już jawa, nie wiem od lat,
czy ktoś tu w ogóle odpoczął, odkąd zgasł ten świat?
Liczę oddechy w kolejce, powoli, po sto,
byle dociągnąć do rana, byle utrzymać się w tym.
Chorus
Osiedle śpi na stojąco,
jak koń w zaprzęgu, co czeka.
Okna się świecą, choć nikt tam nie mieszka,
osiedle śpi na stojąco.
Bridge
A może to nie sen wcale, może to jest życie w bloku,
gdzie każdy stoi w kolejce od dziecka aż po zmrok.
Nie budzi nas dzwonek, nie budzi nas świt,
bo osiedle nie śpi naprawdę — ono tylko stoi i śni.
Chorus
Osiedle śpi na stojąco,
jak koń w zaprzęgu, co czeka.
Okna się świecą, choć nikt tam nie mieszka,
osiedle śpi na stojąco.