Verse 1
Ustawiam się przy trafice, szósty w kolejce, mróz w rękawie,
ktoś liczy oddechy, ktoś gasi papierosa w kałuży.
Zegar na słupie pokazuje dwudziestą pierwszą trzy,
neon "Kaskada" wciąż śpi za szybą, choć już prawie lśni.
Kierownik z budki kluczem grzebie w starej skrzynce,
mówi "cierpliwość", jakby to był lek na wszystko.
Litera K zawsze gaśnie pierwsza, nikt nie wie dlaczego,
ja czekam tu, bo to jedyne złoto miasta mojego.
Pre-Chorus
Czy to naprawdę światło, czy złudzenie szkła?
Czy starczy prądu, nim skończy się ta noc bez dna?
Stoję i liczę sekundy jak resztę drobnych w dłoni,
byle to jedno światło jeszcze do mnie doszło.
Chorus
Stoimy w kolejce po neon,
ostatnie lustro tego miasta.
Stoimy w kolejce po neon,
byle nie zgasło, nim wybije dwudziesta.
Verse 2
Rok później neon zdjęli, ktoś sprzedał rurki na złom,
"Kaskada" świeci teraz tylko w mojej głowie jak sen.
Kolejka dawno pusta, mróz ten sam co wtedy,
ja stoję sam, nawyk silniejszy niż powody.
Kierownik dziś na emeryturze, klucz w szufladzie rdzewieje,
ja noszę w kieszeni kawałek sz