Verse
Blok siódmy, balkon czwarty, noc pachnie smołą i deszczem,
ojciec skręca antenę z rondla, matka trzyma świeczkę.
Drut aluminiowy, żyłka od wędki, śruba z roweru brata,
telewizor Meteor cztery-zero-jeden łapie tylko szum świata.
Sąsiad z klatki B mówi: kierowniku, zgłoszę to do rady,
ale nikt nie zgłasza, bo każdy chce zobaczyć obraz zza kraty.
Trzymam kabel jak wędkę, czekam, aż złapie się fala,
a miasto pod nami gaśnie, dach po dachu, blok po blokach.
Pre-Chorus
Czy dziś złapiemy obraz, czy tylko śnieg na ekranie?
Czy starczy nam nocy, zanim zerwie się kabel na dachu?
Liczę stopnie anteny jak ojciec liczy zmiany,
byle jedna klatka obrazu przetrwała do świtu w strachu.
Chorus
Nocny satelito, świeć mi zza dachów,
łap obraz z dala, zanim zgubię go w mroku.
Nocny satelito - jedyna nasza gwiazda,
z rondla i drutu, co wciąż nam coś gada.
Verse
Rok później anteny już siwe, rdza zjada rondel po nocy,
ojciec na trzeciej zmianie, ja sam kręcę drutem do woli.
Sygnał gdzieś ginie za rzeką, za murem, za progiem sąsiada,
a ja wciąż wierzę, że złapię ten obraz, co nigdy nie pada.
Kierownik z komitetu mówi: to zakłóca porządek,
ale ja widzę w śniegu ekranu coś więcej niż tylko rozkład.
Widzę twarz, której nie znam, z miasta, co nie ma nazwy,
i wierzę, że kiedyś dotrze tu światło bez żadnej odprawy.
Pre-Chorus
Czy dziś złapiemy obraz, czy tylko śnieg na ekranie?
Czy starczy nam nocy, zanim zerwie się kabel na dachu?
Liczę stopnie anteny jak ojciec liczy zmiany,
byle jedna klatka obrazu przetrwała do świtu w strachu.
Chorus
Nocny satelito, świeć mi zza dachów,
łap obraz z dala, zanim zgubię go w mroku.
Nocny satelito - jedyna nasza gwiazda,
z rondla i drutu, co wciąż nam coś gada.
Bridge
Dziś mam telefon w kieszeni, sygnał wszędzie, bez trudu,
ale nikt już nie czeka na dachu do zimnego brudu.
Brakuje mi szumu, tej ciszy przed pierwszym obrazem,
tej nocy, gdy cały blok patrzył jednym oddechem, jednym razem.
Chorus
Nocny satelito, świeć mi zza dachów,
łap obraz z dala, zanim zgubię go w mroku.
Nocny satelito - jedyna nasza gwiazda,
z rondla i drutu, co wciąż nam coś gada.