Verse
Kolejka osiem rano, zimny metal, siódmy autobus,
ty przy oknie, ja za tobą, nikt nie mówi tu nic plus.
Kierowca Marek patrzy w lustro, licznik bije sto dwadzieścia,
pięć przystanków do Fabryki, gdzie się gubisz mi jak pieśń.
Twoja torba żółta, stara, znowu brudna od deszczu,
papierosy w bocznej kieszeni, usta blade jak pergamin.
Myślę: to dziś powinienem, ale słowa stygną mi w gardle,
a ty wysiadasz na Piastów, ja zostanę sam aż do granic.
Pre-Chorus
Czy wrócisz jutro na tramwaju siedemnastym o tej porze?
Czy będę znowu czekać za trzecim oknem na korytarzu?
Chorus
Autobus odjeżdża z tobą, neon nad peronami gaśnie,
autobus odjeżdża z tobą, a ja zostanę w szarej stacji.
Verse
Wracam do bloku, schody pachną mydłem i masłem,
u Kowalskich trzecie piętro, telewizor krzyczy w ścianę.
Liczę dni jak stare monety, każdy biały, każdy lichy,
ciągle myślę: może jutro, może wreszcie będę mówić.
Neon na szyldzie „Przychownia" mruga czerwienią jak puls,
wisi tam od dziewiętnastu lat, jak ja czekam na twoją chwilę.
Frost w oknie rysuje miasta, które nigdy nie istniały,
a ty jesteś w tamtym mieście, tam gdzie ostatni autobus stoi.
Pre-Chorus
Czy przejdziesz tamtym chodnikiem, może zatrzymasz się przed sklepem?
Czy pomyślisz wtedy o mnie, jak ja myślę o tobie co ranek?
Chorus
Autobus odjeżdża z tobą, neon nad peronami gaśnie,
autobus odjeżdża z tobą, a ja zostanę w szarej stacji.
Bridge
Dwadzieścia lat, a nic się nie zmienia — tramwaj siedemnasty jeździ tym samym łukiem,
ty wciąż ta sama, ja wciąż ten sam, tylko siwieją nam włosy w świetle fluorów.
Może to przecież dobrze, że nie powiedziałem nic — może ten autobus
to jedyne miejsce, gdzie byliśmy razem naprawdę.
Chorus
Autobus odjeżdża z tobą, neon nad peronami gaśnie,
autobus odjeżdża z tobą, a ja zostanę w szarej stacji.