Verse
Blok dwunasty, klatka trzecia, piąte piętro, żółte firanki,
matka woła z okna: „Wracaj, gasną już latarnie.”
Trzepak skrzypi pod wiatrem, dywan wisi jak flaga,
a my gramy w chowanego, zanim zmierzch nas dopada.
Antena na dachu łapie tylko jeden program,
sąsiad z dołu pół litra stawia, mówi: „Chodź, nalej nam.”
Ja z chlebakiem na plecach liczę kroki do bramy,
zanim światło w oknie zgaśnie, zanim wrócę sami.
Pre-Chorus
Czy ktoś jeszcze pamięta ten dźwięk, ten kurz, ten krzyk?
Czy zmierzch nas woła do domu, czy zabiera na zawsze w nic?
Liczę okna jak paciorki, siódme, dziewiąte, trzy,
byle jedno się paliło, kiedy zamkną się dni.
Chorus
Osiedle o zmierzchu, trzepak stoi sam,
w oknach gasną twarze, ja wciąż tutaj trwam.
Osiedle o zmierzchu, cień pod blokiem gra,
ostatni chłopak z podwórka, co imiona zna.
Verse
Dwadzieścia lat później, sklep zamknięty, kurz na progu,
kierownik z warzywniaka mówi: „Nie ma już nikogo.”
Trzepak zardzewiał