Verse
Ojciec na dachu, klucz w dłoni, druty i mróz,
kręci anteną w stronę, gdzie chowa się dzień.
Ja trzymam kabel, licznik na oknie się grzeje,
a matka z dołu krzyczy: "jest obraz czy nie?"
Blok dwanaście, klatka trzecia, beton i pył,
telewizor stary, ekran w kropkach jak deszcz.
Kanał drugi ledwo łapie, migocze jak świt,
a ja wierzę, że gdzieś tam czeka lepszy plan.
Pre-Chorus
Ile stopni w prawo, żeby złapać dźwięk?
Czy za mgłą i szumem kryje się coś więcej?
Ręce zmarznięte, serce bije jak przekaźnik,
czekam na obraz, który nigdy nie jest pewny.
Chorus
Szum na horyzoncie, obraz drży i znika,
gdzieś tam za anteną chowa się przyszłość.
Szum na horyzoncie, głos, co ledwo dociera,
a ja wciąż kręcę drutem, choć wiem, że nie umiera.
Verse
Lata później sam na dachu, druty już zardzewiałe,
nowy blok naprzeciwko, talerz zamiast prętów.
Szukam kanału z dzieciństwa, choć wiem, że go nie ma,
tylko szum został, jak echo starego domu.
Ojca już nie ma, matka śpi za ścianą cicho,
ja stoję na krawędzi, patrzę tam, gdzie niebo styka z dachem.
Palce drętwieją, papieros gaśnie w wietrze,
a obraz w głowie wciąż migocze jak wtedy.
Pre-Chorus
Ile lat w prawo, żeby wrócić tam,
gdzie każdy kanał był cudem, nie było go szkoda?
Ręce już inne, ale serce wciąż czeka,
na sygnał, który kiedyś nazywałem domem.
Chorus
Szum na horyzoncie, obraz drży i znika,
gdzieś tam za anteną chowa się przyszłość.
Szum na horyzoncie, głos, co ledwo dociera,
a ja wciąż kręcę drutem, choć wiem, że nie umiera.
Bridge
Może to nie obraz, którego szukałem,
tylko ręka ojca, drut zimny jak stal.
Może horyzont nigdy nie miał być czysty,
tylko szum, co uczy, jak zostać, gdy pada.
Chorus
Szum na horyzoncie, obraz drży i znika,
gdzieś tam za anteną chowa się przyszłość.
Szum na horyzoncie, głos, co ledwo dociera,
a ja wciąż kręcę drutem, choć wiem, że nie umiera.