Verse 1
Brama się zamyka o dwudziestej drugiej,
Ryszard kręci kluczem, jakby zamykał dzień.
W oknie na czwartym pali się lampka nocna,
matka czeka na mnie, choć wie, że jestem sam.
Antena na dachu łapie tylko jeden program,
telewizor Kasztan śnieży jak stary sen.
Ja liczę okna, zanim zasnę,
ile jeszcze świeci, zanim zgasi się dzień.
Pre-Chorus
Ile trzeba nocy, żeby przywyknąć do ciszy?
Ile świateł zgasić, nim człowiek się zamknie w sobie?
Liczę je jak owce, których nikt nie policzy,
byle jedno zostało, byle nie zgasło we mnie.
Chorus
Osiedle śpi, a ja nie mogę,
liczę te okna, jak liczę drogę.
Osiedle śpi, zgasło już dawno,
tylko ta lampa wciąż pali się za mną.
Verse 2
Miałem dziesięć lat, siedziałem przy szybie,
patrzyłem, jak gasną okna, jedno po drugim.
Ojciec na trzeciej zmianie, wracał po północy,
ja liczyłem kroki, zanim skrzypnęły drzwi.
Dziś mieszkam gdzie indziej, w bloku bez numeru,
ale wracam tu nocą, jak wraca się do wzoru.
Brama zardzewiała, klucz już nie pasuje,
a ja wciąż stoję, licząc, kto jeszcze nie śpi.
Pre-Chorus
Ile