Verse
Tramwaj linii siedemnaście, ostatni kurs, pusta szyba,
deszcz na szkle rysuje mapę miast, których nikt nie odwiedza.
Ona wsiada na Hutniczej, płaszcz czerwony, mokre włosy,
kasownik gryzie bilet, dziurka jak gwiazda w nocy.
Stoję przy drzwiach, ręka w kieszeni płaszcza,
licznik kilometrów kręci się, jakby czasu nie starczało.
Kontroler w mundurze pyta: bilety, proszę, do kontroli,
a ja milczę, bo słowa mi zamarzły jak szyby w tej hali.
Pre-Chorus
Czy zdążę, zanim zapali się czerwone światło?
Czy powiem chociaż jedno słowo, zanim wysiądzie w mrok?
Godzina druga, ulice puste, para z ust jak dym,
a tramwaj wiezie nas donikąd, coraz szybszym krokiem.
Chorus
Ostatni tramwaj do nikąd,
wiezie nas przez miasto, które śpi.
Ostatni tramwaj do nikąd,
zatrzyma się, gdzie kończą się dni.
Verse
Dziesięć lat później, przystanek Hutnicza zarośnięty,
kasownik rdzewieje jak zdjęcie, które nikt nie wywołał.
Nowy kierowca gwiżdże inną melodię niż ja wtedy,
płaszcz czerwony wisi w szafie, którą dawno zapomniałem.
Kontroler dziś na emeryturze, karmi gołębie na rynku,
ja jeżdżę tą samą trasą, licząc przystanki jak śrubki.
Szyba wciąż ta sama, tylko rysy głębsze, bardziej znajome,
a serce stuka jak koła po szynach - głucho, monotonnie.
Pre-Chorus
Czy ona wciąż jeździ, czy zeszła na innym przystanku?
Czy ktoś tam czeka, czy tylko wiatr gna po torach?
Godzina druga, znów mgła, para z ust jak dym,
a tramwaj wiezie mnie donikąd, tym samym krokiem.
Chorus
Ostatni tramwaj do nikąd,
wiezie nas przez miasto, które śpi.
Ostatni tramwaj do nikąd,
zatrzyma się, gdzie kończą się dni.
Bridge
Teraz ja jestem kierowcą, ręce na starym sterze,
wiozę cudze milczenia przez miasto, co już nie wierzy.
Każdy kurs to spowiedź bez księdza, bez odpowiedzi,
a ostatni przystanek nazywa się tak jak pamięć - nikt nie wysiada.
Chorus
Ostatni tramwaj do nikąd,
wiezie nas przez miasto, które śpi.
Ostatni tramwaj do nikąd,
zatrzyma się, gdzie kończą się dni.