Verse
Blok jedenasty, klatka szósta, okno na wschód,
ojciec ze skrzynką kabli wracał tamtędy wprzód.
Litery ŚWIT gasły co roku, jak zeszyt bez kartek,
on je zapalał drabiną, ja liczyłem takt.
Matka na balkonie, dym z papierosa jak mgła,
mówiła: synku, patrz w górę, tam nasza gwiazda trwa.
Winda nie działa od zimy, schody pachną węglem,
a neon nade mną migał jak serce pod tynkiem.
Pre-Chorus
Czy ta litera „Ś” wytrzyma jeszcze jedną noc?
Czy ojciec zdąży ją naprawić, nim zabraknie mu sił?
Liczę błyski jak modlitwę, sto watów, może sto,
byle nie zgasło to, co jeszcze mamy tu.
Chorus
Neon nad wielką płytą świeci, choć traci głos,
czerwony błysk w oknach, jak nasz wspólny los.
Neon nad wielką płytą gaśnie, litera po literze,
a ja wciąż tu stoję, gdzie moje dzieciństwo śpi.
Verse
Dwadzieścia lat później, ojca już nie ma tu,
klucz od skrzynki wisi na gwoździu, rdzewieje w kurz.
Winda działa, sąsiad zmienił drzwi na pancerne,
tylko neon jak wtedy zawieszony w niebie ciemne.
Wchodzę po drabinie, ręce pamiętają chwyt,
śruba po śrubie, jakbym łączył czas i byt.
Litera „T” zgasła w osiemdziesiątym piątym,
ja ją zapalam teraz, sam, bez żadnej ekipy.
Pre-Chorus
Czy ta litera „T” wytrzyma nową noc?
Czy ja wytrzymam dłużej, niż wytrzymał on?
Liczę lata jak przerwy w prądzie, gasnące fazy,
byle nie zgasło to, co jeszcze mam dla ciebie.
Chorus
Neon nad wielką płytą świeci, choć traci głos,
czerwony błysk w oknach, jak nasz wspólny los.
Neon nad wielką płytą gaśnie, litera po literze,
a ja wciąż tu stoję, gdzie moje dzieciństwo śpi.
Bridge
Kino zamknięte od dawna, sala pełna kurzu i krzeseł,
a ja wciąż karmię prądem imię, którego nikt już nie czyta.
Może to nie dla miasta, może dla okna szóstego piętra,
gdzie nikt już