Verse
Dźwig numer trzy, port północny, druga w nocy bez snu,
węgiel sypie się z lejka jak popiół po dniu.
Bosman gwiżdże we mgłę, foghorn liczy godziny,
a ja liczę statki, jakby niosły twe imię.
Czerwona boja mruga tam, gdzie kończy się ląd,
jak papieros w ustach nocy, co nie gaśnie wprost.
Twój płaszcz w kolorze rdzy zniknął na promie w dal,
tablica odjazdów milczy, choć ja wciąż czekam tam.
Pre-Chorus
Czy wróci prom o piątej, czy zgubił kurs gdzieś w mgle?
Czy jeszcze pali się to światło, czy zgasło już we mnie?
Liczę tony węgla, jedna zmiana, jedna dłoń,
byle doczekać brzasku, zanim zgasi mnie ta noc.
Chorus
Żar przystani, czerwony punkt na wodzie,
żar przystani, tli się w każdej łodzi.
Żar przystani, ostatni ślad po tobie,
żar przystani — ja wciąż czekam w porcie.
Verse
Brama szósta, kolejka od piątej, papierosy w rząd,
kierownik czyta listę, kto dziś wejdzie na pokład.
Stary głośnik w budce stróża chrypi jak dziad,
choć w porcie nie ma zimy, sadza pada jak grad.
Ktoś mówi, że ten dźwig rozbiorą do wiosny,
że kanał zasypią, bo statki już nie płyną.
A ja wciąż widzę boję, gdy zamykam oczy,
i twój płaszcz koloru rdzy, co po wodzie kroczy.
Pre-Chorus
Czy wróci prom o piątej, czy zgubił kurs gdzieś w m