Intro
Zapach smaru na rękawie ojca
Popielaty zeszyt z pieczątką urzędu
Kartki liczone przy świetle lampy naftowej
Zanim dzień się zaczął już było południe kolejki
Verse
Stałem przy nim w kolejce od piątej rano
Gumoleum w urzędzie zdarte na pół
Druciana szczotka czyściła bak ze rdzy
Duraleks parował od herbaty co grzała nam dłoń
Ojciec trzymał kartki jak karty do gry
Każda z nich ważyła tyle co chleb na tydzień
Malucha silnik kaszlał jak stary w płucach
Benzyna droższa niż złoto na targu za rzeką
Sąsiad wymieniał kartki na cukier i mydło
Ja liczyłem znaczki jak żołnierz medale
Mgła nad stacją pachniała jak dziesięć zim
Kolejka rosła aż pod bramę cmentarza
Ktoś krzyczał że skończył się przydział na miesiąc
Ojciec milczał i chował zeszyt do kieszeni
Wracaliśmy pieszo bo szkoda paliwa na próżno
Ja w tej ciszy uczyłem się co znaczy wytrwać
Hook
Kartki na benzynę, chowane pod materac
Litr po litrze, tak liczył się charakter
Kartki na benzynę, w portfelu jak medale
Nie miałem nic, a jechałem dalej
Verse
Wieczorem sąsiad pukał do drzwi jak cień
Miał w teczce kartki jak talia bez asa
Wymieniał litry na wódkę i słowo honoru
Matka liczyła co zostało nam do żniw
Ja pod stołem układałem stemple w rzędy
Czerwony tusz jak krew na papierze gazetowym
Ojciec w garażu przeglądał gaźnik do świtu
Ręce czarne od smaru jak węgiel spod ziemi
Radio grało cicho żeby nikt nie usłyszał
Że mamy więcej kartek niż powinniśmy mieć
Sąsiadka szeptała że to się liczy jak zdrada
Ja nie rozumiałem, tylko liczyłem litry
Duraleks stygł, a herbata robiła się gorzka
Zima szła długo jak kolejka do kasy
Ojciec powtarzał że honor się nie kupuje
A ja uczyłem się cen, zanim poznałem wartość
Hook
Kartki na benzynę, chow