Verse
Tramwaj siedemnaście, dwudziesta trzecia czterdzieści,
szyny mokre od deszczu, co nigdy nie przestanie.
Ona wsiada w Fabrycznej, płaszcz czerwony jak znak,
siada w rzędzie dziewiątym, ja udaję, że śpię.
Para na szybie rysuje jej imię, choć go nie znam,
kontroler w budce drzemie, zegarek stoi na czas.
Siedzenie numer dwanaście, winyl pęknięty jak lód,
a ja liczę przystanki, żeby dłużej trwał ten kurs.
Pre-Chorus
Czy wysiądzie przede mną, czy pojedzie dalej wraz?
Czy to jeszcze ta sama noc, czy to już inny czas?
Liczę światła na słupach, jedno, drugie, trzy,
byle tylko nie skończył się ten ostatni bieg szyn.
Chorus
To ostatni tramwaj do domu, pędzi pusty przez noc,
szyby płaczą deszczem, silnik zna każdy tor.
To ostatni tramwaj do domu, wiezie mnie tam, gdzie nikt nie czeka,
a ja wciąż siedzę przy oknie, jakby to miało coś zmienić.
Verse
Rok później ten sam kurs, siedzenie dziewiąte puste,
płaszcza czerwonego nie ma