Verse
Szósta rano, sklep numer dwanaście, mgła na szybie,
matka ściska kartkę, jakby trzymała klucz do zimy.
Kolejka pod drzwiami, oddechy jak dym,
ktoś liczy talony, nikt nie liczy nas.
Za ladą Zofia w czerwonym fartuchu stoi,
skaner błyska zielono, jakby mrugał do niej.
Piip - i cena skacze na małym ekranie,
pierwszy raz w bloku ktoś mówi: inne będzie ranek.
Pre-Chorus
Czy to już jutro, czy tylko błysk w witrynie?
Czy te paski kryją więcej niż nasze proszenie?
Liczę kreski jak różaniec, nie wiem, na co czekam,
maszyna czyta ciszę zamiast człowieka.
Chorus
Świeci nade mną kod kreskowy nadziei,
w szarym sklepie, między puszką a nadzieją.
Piip - i wierzę, że coś się odmienia,
kod kreskowy nadziei, jedyne światło cienia.
Verse
Rok później skaner milczy, kurz na obudowie,
Zofia dziś na rencie, opowiada wnukom o tym słowie.
Sklep numer dwanaście zamknięty, żaluzja w pół,
a ja wracam wieczorem, jakbym szukał swój dom.
Na witrynie stare puszki, kod wyblakły w mroku,
kreski jak zdjęcie zrobione zeszłego roku.
Trzymam metkę w dłoni, jakby to był bilet w czas,
gdzie każdy piip był obietnicą, że przetrwa nas.
Pre-Chorus
Czy to już przeszłość, czy wciąż błysk w witrynie?
Czy te paski kryły więcej niż nasze złudzenie?
Liczę kreski jak różaniec, choć nie wiem, po co,
maszyna śpi już cicho, tak jak my, pod nocą.
Chorus
Świeci nade mną kod kreskowy nadziei,
w szarym sklepie, między puszką a nadzieją.
Piip - i wierzę, że coś się odmienia,
kod kreskowy nadziei, jedyne światło cienia.
Bridge
Teraz w kieszeni noszę światło zamiast kartek,
skanuję twarze ludzi, szukam tamtych świątek.
Nikt już nie czeka w kolejce, nikt nie liczy godzin,
lecz gdzieś we mnie wciąż piszczy sygnał, który mnie budzi.
Chorus
Świeci nade mną kod kreskowy nadziei,
w szarym sklepie, między puszką a nadzieją.
Piip - i wierzę, że coś się odmienia,
kod kreskowy nadziei, jedyne światło cienia.