Verse
Wierzba między blokiem dwanaście a czternaście,
korzenie pod chodnikiem jak żylaki na starości.
Ryszard z dozorówki, beczka, rdza i dym,
listopad pali liście, wolno, cierpliwie, w krąg.
Dzieci na gałęziach ważyły całe lato,
teraz tylko sznur wisi, strzępiasty jak przed laty.
Okna „Kaskada” mrugają zza firanek szarych,
a drzewo stoi cicho, nosi wszystkie nasze twarze.
Pre-Chorus
Czy pamięta jeszcze każdy krzyk, co ścichł w gałęziach?
Ile jeszcze zim, zanim korę weźmie w porozumieniu?
Dym się wije wolno, jakby czekał na znak,
a ja stoję pod nią, licząc każdy słój i brak.
Chorus
Wierzba płonie powoli, powoli, powoli,
dym się wgryza w gałęzie, a ona wciąż stoi.
Wierzba płonie powoli, tak jak pamięć boli,
cicho, bez płomienia, tylko żar w niej się tli.
Verse
Wracam po latach, blok czternaście już gruz,
koparki stoją w kolejce jak ludzie po chleb wtedy.
Wierzba wciąż na miejscu, kora cała w bliznach,
korzenie trzymają ziemię, choć reszta już zniknąć ma.
Kierownik z budowy mówi - drzewo trzeba ściąć,
papier ma podpisany, plan leży na desce.
Ja mówię - poczekaj, niech postoi jeszcze