Verse
Zajezdnia numer cztery, szron na szybie jak mleko,
wóz siedemnasty budzi się, silnik chrapie ciężko.
Radiotelefon trzeszczy: "zgłoś kurs, kolego",
liczę kilometry jak różaniec, nim zapłonie niebo.
Pre-Chorus
Czy zdążę przed świtem otworzyć wszystkie bramy?
Czy ktoś zauważy, że jadę tu już sam?
Liczę przystanki, liczę mgłę na szybie,
byle dojechać, nim się dzień rozbije.
Chorus
Jadę naprzeciw świtu, zanim zbudzi się to miasto,
silnik chrapie jak stary, zziębnięty pies.
Jadę naprzeciw świtu, sam wożę pustą trasę,
jadę naprzeciw świtu, nim wzejdzie dzień.
Verse
Dwadzieścia lat tej trasy, wóz zmieniał się trzykrotnie,
ja zostałem ten sam, twarz w lusterku coraz smutniej.
Chłopak z warsztatu pyta, po co ta jazda co dnia,
mówię: bo ktoś tu musi, zanim się miasto zbudzi.
Pre-Chorus
Czy zdążę przed świtem zapalić w oknach światła?
Czy ktoś zapyta kiedyś, gdzie jest mój przystanek, sam?
Liczę kilometry, liczę zmarszczki na dłoniach,
byle dojechać, nim rozpadnie się dzień.
Chorus
Jadę naprzeciw świtu, zanim zbudzi się to miasto,