Verse
Dziadek budził mnie o trzeciej piętnaście,
termos w dłoni, chleb zawinięty w gazetę.
Wagon dwanaście, ostatni ten do Huty,
konduktor spał, bilety wciąż nieskasowane.
Szyny śpiewały pod kołami cicho,
mgła szła po torach jak zgaszone światło.
On mówił: synu, patrz na komin z dala,
tam gdzie ogień żyje, kiedy miasto zasypia.
Pre-Chorus
Czy ktoś dziś jeszcze wsiada o tej porze?
Czy pamięta trasę, gdy szyny już rdzewieją?
Czy ten sam wiatr wieje z hali martenowskiej,
czy tylko ja go czuję, gdy oczy zamykam?
Chorus
To ostatni tramwaj do Nowej Huty,
jedzie przez ciemność, przez dym i przez lata.
Dziadek na przystanku, ja w oknie zamknięty,
ostatni tramwaj do Nowej Huty wraca.
Verse
Dziś przystanek inny, napis zdrapany,
kombinat cichy, komin bez ognia stoi.
Bilet w kieszeni, stary jak fotografia,
pamięć jak zegar, co chodzi za wolno.
Siadam w wagonie, gdzie siadał dziadek,
licznik kilometrów już dawno zgasł.
Konduktor młody pyta o godzinę,
ja mówię: jedź, wiem, dokąd ta trasa.
Pre-Chorus
Czy ktoś dziś jeszcze wsiada o tej porze?
Czy pamięta trasę, gdy szyny już rdzewieją?
Czy ten sam wiatr wieje z hali martenowskiej,
czy tylko ja go czuję, gdy oczy zamykam?
Chorus
To ostatni tramwaj do Nowej Huty,
jedzie przez ciemność, przez dym i przez lata.
Dziadek na przystanku, ja w oknie zamknięty,
ostatni tramwaj do Nowej Huty wraca.
Bridge
Nie ma już hali, nie ma już zmiany,
zostały tylko szyny i mój oddech w szybie.
On już nie czeka, komin już nie płonie,
a ja wciąż jadę, jakby czas mnie wiózł na przekór.
Chorus
To ostatni tramwaj do Nowej Huty,
jedzie przez ciemność, przez dym i przez lata.
Dziadek na przystanku, ja w oknie zamknięty,
ostatni tramwaj do Nowej Huty wraca.