Verse
Dwudziesta trzecia, szyby w parze mgły,
kasownik cyka, jakby liczył sny.
Siadasz przy oknie, płaszcz czerwony, mokry,
ja przy drzwiach stoję, bilet w ręku kruchy.
Zapach mokrej wełny, dym zza szyby drży,
kierowca w budce pali, patrzy w szynę, w cień.
Trzy przystanki dzielą mnie od twego progu,
liczę słupy górne, jakbym liczył Bogu.
Pre-Chorus
Czy powiem coś, nim zgasną światła w wozie?
Czy starczy czasu, zanim staniesz w progu?
Ostatni kurs, a we mnie cisza rośnie,
serce w rytmie kół, jak w starej piosence o nas.
Chorus
Ostatni tramwaj na Ochocie,
wiezie nas przez noc, co gaśnie w locie.
Milczę, ty wysiadasz, drzwi się zamykają,
ostatni tramwaj na Ochocie, znów nie mówię, że cię kocham.
Verse
Rok później trasa inna, słupy zdjęte, tor,
w miejscu twej ulicy stoi nowy dwór.
Kasownik w muzeum, bilet w mojej kieszeni,
zbutwiały jak nadzieja, co się nie zamienia w pieniądz.
Siadam na tym samym miejscu, choć innego mam,
patrzę w puste okno, gdzie kiedyś stał twój ślad.
Kierowca się zmienił, głos ma młodszy, obcy,
ja wciąż słyszę stukot, co wraca do mnie nocą.
Pre-Chorus
Czy pytasz się czasem, gdzie ten chłopak z drzwi?
Czy pamiętasz numer siedemnasty, ten sam tor, te dni?
Ostatni kurs, a we mnie cisza rośnie,
serce w rytmie kół, jak w starej piosence o