Verse
Budka na rogu, farba czerwona jak zdarta krew,
kolejka pod blokiem liczy oddechy, nie zna co to gniew.
Matka trzyma żeton jak ostatni chleb w dłoni,
a ja rysuję kredą numer siedemnaście na betonie.
Ktoś krzyczy z klatki: kierowniku, pan się pospieszy,
bo mróz szczypie w palce, a kolejka wciąż nie mniejsza.
Słuchawka cięższa niż powinna, kabel skręcony jak wąż,
czekamy na głos z Katowic, na numer, co nie kłamał wcale.
Pre-Chorus
Czy dziś usłyszę głos, czy tylko trzask w słuchawce?
Czy starczy nam żetonów, zanim zgasną latarnie?
Liczę ludzi jak schodki, siedem, ósmy, dziewiąty,
byle jedno słowo dotarło przez ten mur szary.
Chorus
To osiedle snów, gdzie kolejka dłuższa niż noc,
to osiedle snów, gdzie każdy czeka na głos.
To osiedle snów, żeton w dłoni jak los,
to osiedle snów - i tak zostanie w nas.
Verse
Dziś budka zardzewiała, drzwi wyrwane, szyba jak lód,
telefon dawno umarł, ale kolejka wraca co noc we śnie.
Wracam po latach, w kieszeni monety bez wartości,
liczę okna bloku, ile gasło w nich miłości.
Syn pyta, tato, co to był ten żeton z dziurą,
mówię - to był klucz do głosu, co szedł przez chmury.
Tramwaj siedemnastka wciąż dzwoni na tym samym zakręcie,
jakby czekał, aż ktoś w końcu odbierze telefon.
Pre-Chorus
Czy dziś usłyszę głos, czy tylko trzask w słuchawce?
Czy starczy nam cierpliwości, gdy noc zamyka bramę?
Liczę ludzi jak schodki, dziesiąty, ostatni,
byle jedno słowo dotarło - i wtedy jest jasno.
Chorus
To osiedle snów, gdzie kolejka dłuższa niż noc,
to osiedle snów, gdzie każdy czeka na głos.
To osiedle snów, żeton w dłoni jak los,
to osiedle snów - i tak zostanie w nas.
Bridge
Nie było nic prócz kolejki i wiary w trzask słuchawki,
a teraz mam telefon, co nie milczy, tylko krzyczy jak ptak.
Brakuje mi ciszy, w której głos znaczył więcej niż słowo,
brakuje mi żetonu, co ważył tyle, co całe niebo.
Chorus
To osiedle snów, gdzie kolejka dłuższa niż noc,
to osiedle snów, gdzie każdy czeka na głos.
To osiedle snów, żeton w dłoni jak los,
to osiedle snów - i tak zostanie w nas.