Verse
Wchodzę po drabinie, żelazo parzy dłoń,
ojciec krzyczy z okna: "w lewo, teraz stój!"
Wiatr szarpie kurtkę, dach lśni jak blacha z lodu,
cała klatka czeka na obraz jednego cudu.
Antena skrzypi, kręcę ją pod niebo,
w bloku siódmym pęka śnieg na ekranie.
Telewizor Kaskada łapie sygnał w progu,
sąsiad z czwartego woła: "jeszcze trochę, jeszcze!"
Pre-Chorus
Czy złapię obraz, zanim zgasi się dzień?
Czy ty w oknie naprzeciw czekasz tak jak ja?
Ile stopni dzieli mnie od twoich szyb,
gdzie liczysz razem ze mną kreski i szum?
Chorus
Antena na dachu bloku, ręce zdrętwiałe od mrozu,
łapię dla wszystkich obraz, gubię dla siebie chwilę.
Antena na dachu bloku, bliżej gwiazd niż do domu,
a ty w oknie naprzeciw nie wiesz, że macham do ciebie.
Verse
Teraz na dachach rosną talerze srebrne,
cicho, bez krzyku, każdy ogląda osobno.
Antena moja rdzewieje jak stary krzyż,
nikt już nie czeka, żeby zobaczyć obraz.
Pamiętam twoje okno, firanka w kwiaty blade,
liczyłem piętra, żeby trafić w twoją stronę.
Dziś w tamtym oknie inne światło się pali,
a ja wciąż stoję tam, gdzie zgasły fale.
Pre-Chorus
Czy pamiętasz sygnał, co nas kiedyś łączył?
Czy twój telewizor jeszcze coś pamięta?
Ile lat dzieli mnie od tamtych szyb,
gdzie liczyłaś razem ze mną kreski i szum?
Chorus
Antena na dachu bloku, ręce zdrętwiałe od mrozu,
łapię dla wszystkich obraz, gubię dla siebie chwilę.
Antena na dachu bloku, bliżej gwiazd niż do domu,
a ty w oknie naprzeciw nie wiesz, że macham do ciebie.
Bridge
Mogłem zejść po schodach, zapukać w twoje drzwi,
zamiast szukać sygnału, powiedzieć wprost, że drżę.
Kierownik z zarządu kazał zdjąć druty w maju,
mówił: "kabel to przyszłość" - zgubiłem twój adres.
Chorus
Antena na dachu bloku, ręce zdrętwiałe od mrozu,
łapię dla wszystkich obraz, gubię dla siebie chwilę.
Antena na dachu blo