Verse
Klucz w zamku szczęka, krata w górę idzie,
neon „MONOPOL” mruga, jakby czegoś się wstydził.
Kartka na ladzie, atrament wypłowiały,
ostatni klient wyszedł, chłód zostawił w całym sklepie.
Butelki rzędem, etykiety w pyle,
liczę zapas nocy, jak ktoś liczy mile.
Kolejka z rana zniknie, zostanie tylko cień
i mój głos w megafonie: następny, proszę, wejdź.
Pre-Chorus
Czy pamiętasz, jak stałaś w kolejce siódmej,
z kartką ojca, w szaliku z czerwonej wełny?
Czy ten szal wciąż wisi gdzieś w twojej szafie,
czy zgasł jak światło, kiedy zamknęli sklep na stałe?
Chorus
Nokturn dla monopolu, cicho, bez słów,
gaszę neon powoli, jak stary klucz do snów.
Nokturn dla monopolu, pusta jest noc,
tylko ja i butelki, i ich cichy głos.
Verse
Nowy chłopak z magazynu pyta, po co świecę,
mówię „regulamin”, choć serce ma to gdzie indziej.
Kredą numer na dłoni, jak w osiemdziesiątym trzecim,
licznik bije zero, odkąd nie ma po co czekać.
Kurz na wadze, sznurek wisi nad kontuarem,
telefon dawno głuchy, nikt nie dzwoni starym numerem.
Podpisuję zeszyt, że wszystko się zgadza,
choć nic się nie zgadza, odkąd jej już nie widać.
Pre-Chorus
Czy pamiętasz numer siedem, mój głos zza szyby,
czy pamiętasz, że dawałem więcej, niż mi kazał przepis?
Czy to już tylko kurz na kartce w archiwum,
czy wciąż gdzieś stoisz w kolejce, której nikt nie widuje?
Chorus
Nokturn dla monopolu, cicho, bez słów,
gaszę neon powoli, jak stary klucz do snów.
Nokturn dla monopolu, pusta jest noc,
tylko ja i butelki, i ich cichy głos.
Bridge
Kiedyś kierownik krzyczał: norma to nie prośba,
dziś nikt nie krzyczy, sklep zamknięty, cisza rośnie.
Zdjąłem plakat z lady, tam, gdzie była cena,
zostawiłem tylko hak i miejsce po imieniu.
Chorus
Nokturn dla monopolu, cicho, bez słów,
gaszę neon powoli, jak stary klucz do snów.
Nokturn dla monopolu, pusta jest noc,
tylko ja i butelki, i ich cichy głos.