Intro
Zimny blat, piąta rano, kawa parzy wargi.
Miasto śpi pod folią, deszcz spłukuje skargi.
Kiedyś mały pokój, dzisiaj wielki plan.
Wszystko ponad szkłem, patrzę prosto w kadr. (kadr)
Verse 1
Mokry asfalt lśni jak winyl pod igłą w piwnicy. (lśni)
Liczyłem każdy grosz na przystankowej płycie.
Szyba zamazana tchem, zarysowana kluczem,
Każdy twardy upadek był tu nauczycielem.
Nocny autobus numer zero wiezie pusty chłód,
W kieszeni stary bilet, w głowie czysty głód. (głód)
Nie chciałem stać na dole, gdzie paruje gniew,
Gdzie każda obietnica wsiąka prosto w zlew.
Wymieniłem sen na cztery ściany pełne taśm,
Rytm stukał w skroń, aż pękał surowy bas.
Zimny pot na karku, żaden tani fart,
Rozkładałem życie jak talię twardych kart.
Dziś betonowy parter zostawiam za sobą,
Winda tnie piętra, idę własną drogą.
Ktoś mówił: stop, nie dosięgniesz chmur,
A ja kruszyłem pięścią każdy szary mur. (mur)
Chorus
Ponad szkłem widzę cały ten lśniący dół,
Zimny wiatr tnie na dwoje wysoki stół.
Ponad szkłem, żaden lęk nie dosięgnie nas,
Czysty krok, pewny wzrok, wreszcie nadszedł czas.
Ponad szkłem kładę dłoń na krawędzi chmur,
Zostawiłem na dole ten szary mur. (mur)
Ponad szkłem, ponad mgłą, gdzie nie sięga cień,
Każda noc budzi nowy, złocisty dzień.
Verse 2
Teraz patrzę w dół przez hartowany kryształ. (w dół)
Pamiętam tamten świt, gdy nadzieja prysła.
Żółte światła aut płyną wąską rzeką,
To co było snem, już nie jest daleko.
Garnitur bez metki, ale twardy szew,
W żyłach ten sam upór, ta gorąca krew.
Nie kupiłem szczęścia, odkupiłem czas,
Wypaliłem w sobie każdy mały głaz.
Brakowało tchu na schodach bez windy,
Dziś panorama miasta spłaca dawne krzywdy.
Szybki staccato krok, wkręcam nowy wers,
Bas pulsuje nisko, uspokaja stres. (stres)
Koledzy z tamtych lat pytają o ten skok,
Mówię: to nie magia, tylko ciężki rok.
Dziesięć tysięcy godzin wbitych w twardy blat,
Dopiero stąd u góry rozumiem ten świat.
Chorus
Ponad szkłem widzę cały ten lśniący dół,
Zimny wiatr tnie na dwoje wysoki stół.
Ponad szkłem, żaden lęk nie dosięgnie nas,
Czysty krok, pewny wzrok, wreszcie nadszedł czas.
Ponad szkłem kładę dłoń na krawędzi chmur,
Zostawiłem na dole ten szary mur. (mur)
Ponad szkłem, ponad mgłą, gdzie nie sięga cień,
Każda noc budzi nowy, złocisty dzień.
Bridge
Widzę swoje odbicie w lustrzanej tafli,
Gdzie tamten chłopak z deszczu wreszcie trafił?
Nie ma powrotu na wilgotny bruk,
Choć pamiętam zapach tanich, starych sług.
Cisza na szczycie waży więcej niż stal,
Horyzont nie ma końca, ucieka w dal.
Dotykam ramy okna, chłodzi palce chłód,
To nie był przypadek, to był żywy trud.
Outro
Światła gasną w dole.
Stoję sam na szczycie.
Ponad szkłem.
Moje całe życie. (życie)