Verse
Molo trzecie, beczka smoły, latarnia z blachy i rdzy,
Kręcę korbką reflektor, jakby to była krew.
Prom przypływa o trzeciej, walizki w kolejce stoją,
Ja liczę światła na wodzie, jedno, dwa, może trzy.
Radio kanał dwunasty, trzeszczy jak stare kości,
Kapitan mówi: sztorm idzie, zamknijcie port do rana.
Ty stałaś wtedy na dziobie, w czerwonym płaszczu z wełny,
A ja machałem latarnią, myślałem, że to nie ostatni raz.
Pre-Chorus
Ile trzeba świecić, żeby dopłynąć bezpiecznie?
Ile fal się liczy, nim zniknie brzeg na zawsze?
Trzymam knot w dwóch palcach, jakby to była wiara,
A woda i tak zabiera, co jej się zachce.
Chorus
Latarnio portowa, świeć, choć nikt już nie wraca,
Latarnio portowa, ja tu stoję do rana.
Latarnio portowa, znasz każdy statek z imienia,
Tylko nie ten, co zabrał moje serce w czerwieni.
Verse
Dziś molo ma numer inny, blacha zjadła się rdzą,
Kolejka po chleb dłuższa niż kolejka do promu.
Kierownik portu mówi: kanał dwunasty milczy,
Latarnia elektryczna, korbki już nie trzeba.
Ale ja i tak kręcę, z przyzwyczajenia, z żalu,
Bo światło ręczne pamięta twój płaszcz lepiej niż lampa.
Prom nie przypływa o trzeciej, rozkład dawno zmieniony,
A ja wciąż stoję na molo, jakbyś miała wysiąść.
Pre-Chorus
Ile trzeba świecić, żeby dopłynąć bezpiecznie?
Ile fal się liczy, nim zniknie brzeg na zawsze?
Trzymam knot w dwóch palcach, jakby to była wiara,
A woda i tak zabiera, co jej się zachce.
Chorus
Latarnio portowa, świeć, choć nikt już nie wraca,
Latarnio portowa, ja tu stoję do rana.
Latarnio portowa, znasz każdy statek z imienia,
Tylko nie ten, co zabrał moje serce w czerwieni.
Bridge
Może to nie ty odpłynęłaś, może to ja zostałem,
Molo trzecie, ja i korbka, i port, co zasnął cały.
Latarnia nie pyta, komu świeci, komu gaśnie,
Ja też już nie pytam, tylko liczę fale.
Chorus
Latarnio portowa, świeć, choć nikt już nie wraca,
Latarnio portowa, ja tu stoję do rana.
Latarnio portowa, znasz każdy statek z imienia,
Tylko nie ten, co zabrał moje serce w czerwieni.