Verse
Hala siódma, linia B, dwudziesta trzecia zero,
lutownica pachnie cyną, ręce znają każdą śrubę.
Rubin-jedenaście składam, szkło jak oko bez powieki,
kineskop świeci szaro, nim zapadną wieki.
Ona przy taśmie naprzeciw, fartuch koloru mgły,
liczy kondensatory, nie podnosi głowy, gdy
kierownik krzyczy z biura: norma dziś się nie wykona,
a ja patrzę w ekrany, jakby każdy niósł jej imię.
Pre-Chorus
Czy zdążę zapalić lampę, zanim zgasi ją dzwonek?
Czy obraz się utrwali, czy zostanie tylko szron?
Liczę takty jak zmiany, ośmiogodzinny sen,
byle jeden kadr ocalał, zanim minie ten.
Chorus
To neonowy sen fabryki, szary blask, co świeci wciąż,
w każdym oknie ten sam obraz, ta sama cicha twarz.
To neonowy sen fabryki, gaśnie, zanim wstanie dzień,
ja w nim szukam twoich oczu, jak we śnie, co nie jest mój.
Verse
Rok później - linia inna, plan zdjęty, hala pusta,
Rubin nie ma już odbioru, tylko rdza i kurz, i pustka.
Kierownik dziś w papierach szuka winnych, szuka liczb,
a ja szukam w starych kartkach jej nazwiska, jej ust.
Pre-Chorus
Czy zdążę zapalić lampę, choć zabrakło już taśm?
Czy obraz się utrwali, czy to tylko cień i szron?
Liczę lata jak zmiany, w kieszeni stary klucz,
byle jeden kadr ocalał, zanim zgasi go stuk.
Chorus
To neonowy sen fabryki, szary blask, co świeci wciąż,
w każdym oknie ten sam obraz, ta sama cicha twarz.
To neonowy sen fabryki, gaśnie, zanim wstanie dzień,
ja w nim szukam twoich oczu, jak we śnie, co nie jest mój.
Bridge
W domu stoi stary Rubin, szumi jak modem, co już śpi,
ekran szary, głos zgubiony, tylko cyfry zamiast twarzy.
Numer sto czterdzieści dwa - tyle po niej mi zostało,
nie imię, tylko metka, com przez lata sam czytał.
Chorus
To neonowy sen fabryki, szary blask, co świeci wciąż,
w każdym oknie ten sam obraz, ta sama cicha twarz.
To neonowy sen fabryki, gaśnie, zanim wstanie dzień,
ja w nim szukam twoich oczu, jak we śnie, co nie jest mój.