Verse
Przystanek dziewiąty, dwadzieścia trzecia czterdzieści siedem,
tramwaj siedemnastka skrzypi, jakby szukał nieba.
Szyby zaparowane, mój oddech rysuje mapę,
a ty wsiadasz co noc, w tym samym płaszczu, w tej samej łapce.
Kierowca, pan Henryk, trzyma zegarek jak wyrok,
mówi: ostatni kurs, panie, niech pan się pospieszy przed torem.
Ja liczę przystanki jak różaniec bez słów,
cztery do twojej ulicy, jeden do mojej znów.
Pre-Chorus
Czy zdążę powiedzieć coś, zanim zgasną światła w wagonie?
Czy jeszcze раз spojrzysz, nim drzwi się zamkną w mroku?
Liczę iskry na szynach jak ojciec liczył grosze,
byle jeden przystanek został na oddechu.
Chorus
To ostatni tramwaj do domu,
jedzie pusty, jedzie po nikogo.
To ostatni tramwaj do domu,
a ja wciąż nie mówię ani słowa.
Verse
Rok później siedemnastkę zdjęli, szyny zarastają trawą,
depo na Kolejowej milczy, blachą, rdzą i sprawą.
Pytam w kiosku, gdzie ta linia, sprzedawca kręci głową,
kierownik z ratusza mówi: nierentowna, koniec, kropka.
Widzę cię czasem w oknie bloku, siódme piętro, światło zgasza,
ja stoję na przystanku, gdzie już nic nie kursuje, nie nadjeżdża.
Zegarek Henryka wisi w kantorku jak relikwia,
a ja wciąż czekam na kurs, co nigdy nie przyjedzie.
Pre-Chorus
Czy zdążę powiedzieć coś, teraz gdy nie ma już torów?
Czy jeszcze раz spojrzysz zza szyby wieczoru?
Liczę przystanki, choć szyny zabrali,
byle ta droga we mnie została dalej.
Chorus
To ostatni tramwaj do domu,
jedzie pusty, jedzie po nikogo.
To ostatni tramwaj do domu,
a ja wciąż nie mówię ani słowa.
Bridge
Może to nie ty czekałaś, może to ja się bałem,
może ten kurs beze mnie codziennie odjeżdżał.
Pan Henryk umarł w zimie, zegarek stanął na wieki,
a ja wciąż słyszę dzwonek na pustym przystanku.
Chorus
To ostatni tramwaj do domu,
jedzie pusty, jedzie po nikogo.
To ostatni tramwaj do domu,
a ja wciąż nie mówię ani słowa.