Intro
Dwudziesta trzecia, miasto z kamienia, ja jego żyła
Cicho pod skórą betonu nić się rozżarzyła
Verse
Chodnik jak płyta nagrobna, depczę go pewnym krokiem
Neon czerwony pulsuje, miasto ma bicie z boku
Para z ust, para z budki, dwa dymy w jedną chmurę
Piszę w telefonie rym, zanim zgubię go w chmurze
Tramwaj dziewiątka pusty, szyny jak struny skrzypiec
Gram na nich krokiem twardym, beat nie zna słowa "szybciej"
Marmur ratusza zimny, kładę dłoń, czuję żyłki
Mapa moich wątpliwości, cienka, lecz nie tak wątła
Bank na rogu, szyba lustrem, patrzę w oczy niewyspane
W środku coś się żarzy cicho, nie zgasi tego żadna rana
Ochroniarz śpi w budce, pies szczeka gdzieś za bramą
Ja liczę kroki do studia, tam gdzie zszywam to co złamane
Kartka w kieszeni wilgotna, atrament trochę się rozmywa
Ale sens zostaje twardy, forma niech się rozpływa
Latarnia mruga jak Morse, kod tylko dla mnie jednego
Odpowiadam jej milczeniem, bo płonę bez świadka żadnego
Chorus
Marmurowy filament, płonę cicho pod miastem
Zimne place, gorący rym, to mój żar, moje pasmo
Marmurowy filament, świecę, kiedy inni gasną
Ulica moją sceną, noc mnie nie zna, ja jej właśnie
Verse
Czwarta rano, piekarnia otwiera się jak rana
Zapach chleba przez kraty, ciepło zanim wstanie słońce
Ja na ławce, notes w łapie, kawa z automatu parzy
Każdy wers to cegła, którą kładę, gdy dach się chwieje
Sprzedawca gazet składa stertę, wiadomości jeszcze wilgotne
Ja składam zwrotki z resztek nocy, słowa nigdy nie są gotowe
Kałuża lustro, widzę w niej sto twarzy zamiast jednej
Każda z nich to inny rozdział, żaden z nich nie jest ze mną
Wiatr przewraca puszkę po coli, brzmi jak talerz perkusisty
Ja łapię rytm z przypadku, robię z niego coś artystyczne
Winda w bloku znów zepsuta, wchodzę schodami do siebie
Ósme piętro, serce dudni jak bas w moim starym stereo
Klucz w zamku, cisza w progu, świat za drzwiami śpi spokojnie
Ja zapalam małą lampkę, bo filament nie stoi wojnie
Kładę notes obok łóżka, jutro znowu każdy werset zważę
Bo ta noc mnie nie skończyła, ona dała mi twarz i cel jasny
Chorus
Marmurowy filament, płonę cicho pod miastem
Zimne place, gorący rym, to mój żar, moje pasmo
Marmurowy filament, świecę, kiedy inni gasną
Ulica moją sceną, noc mnie nie zna, ja jej właśnie
Bridge
Nie chcę reflektorów, chcę tej jednej żarówki w oknie
Co się nie wypala, kiedy tłum już dawno odszedł
Nie liczę oklasków, liczę kroki do świtu
Bo światło co zostaje, nie potrzebuje mitu
Outro
Dwudziesta trzecia znów, miasto z kamienia, ja jego żyła
Filament się nie kończy, on tylko zmienia się w siłę